Jak trudny jest egzamin przeprowadzany przez Policję?

Dużo osób zastanawia się, czy iść drogą zwykłego pozwolenia do celów kolekcjonerskich w pełnym zakresie, czy wybrać polecaną przez wielu (także przez nas) drogę pozwolenia do celów sportowych oraz pozwolenia do celów kolekcjonerskich ograniczonego do broni sportowej. Głównym argumentem za polecaną przez nas drogą jest uniknięcie egzaminu przed Policją. Ale czy ten egzamin może być rzeczywiście aż taki trudny?

Publikowaliśmy już długi opis takiego egzaminu, dziś mamy dla Was kolejną relację z WPA Wrocław. Wnioski są jednoznaczne: Policja nie widzi potrzeby wydawania pozwoleń na broń i stara się ograniczać ilość tych pozwoleń. Także organizując egzaminy polegające głównie na uwalaniu podchodzących do nich ludzi. W dzisiejszej historii na 16 egzaminowanych tylko jedna osoba zdała. Niestety, nie był to autor relacji.

W komentarzu pojawiła się inna relacja, tym razem ze Szczecina. Było mniej podchwytliwie, ale autor komentarza także oblał pierwszy termin, a na drugim zdał jako jedyny na 4 podchodzące osoby. Sporo tych negatywnych opowieści się zbiera.

Relacja z egzaminu (pogrubienia są moje, nie autora)
Część teoretyczna:
przystąpiło 11 osób, 3 kolekcjonerów i 8 na dopuszczenie. Zdało 3 kolekcjonerów i 1 przyszły ochroniarz.
Pytania standardowe, ani trudne ani łatwe — ile dni na rejestrację, na ile lat EKB, na jaką broń nie może być wydane pozwolenie kolekcjonerskie itp. Koledzy i koleżanki na dopuszczenie polegli głównie na pytaniu o art. 30 UoBiA, ale nie pamiętam dokładnie treści.
Po sprawdzeniu wzywali kolejno do sali, podawali wynik, w przypadku zdania informacja „do zobaczenia za pół godziny na strzelnicy”.

Część praktyczna:
oprócz 4 osób z teorii, czekało około 5 poprawkowiczów. Komisja przyjechała ostatnia, sprawdzili obecność i wytłumaczyli co i jak. Najpierw część praktyczno-teoretyczna, tj. pytania o regulamin strzelnicy i rozkładanie broni. Pojedynczo, najpierw ci którzy pierwszy raz. Pierwszy kolega kolekcjoner niestety uwalił. Potem ja — wylosowałem zestaw pytań:
1. Gdzie i na czyje polecenie można na strzelnicy wyjmować broń i gdzie, na czyje polecenie można celować i strzelać?
2. Czy i na jakich warunkach na strzelnicy mogą przebywać zwierzęta i dzieci (tutaj zacytowałem słowo w słowo wzorcowy regulamin i zostałem pochwalony za użycie słowa „nadzór” a nie „pilnowanie” czy inne)?
3. Wybrać dowolną broń, omówić warunki bezpiecznego posługiwania się, ładowania, (…) oraz rozłożyć i nazwać części.

Na stole leżały pistolety: P99, Glock 17, Margolin, P22. Z długiej Glauberyt, kałach, kbks i CZ550. Wybrałem P99 i tutaj od razu ciekawostka:
W piśmie z WPA dostałem informację że praktyka będzie z P99. Na karcie egzaminacyjnej, już na teorii, każdy przy nazwisku miał wypisane rodzaje broni i u mnie był Glock 17. Okazało się, że po aferze z pękającą iglicą wycofali P99 z egzaminów dla cywilów i zastąpili do odwołania Glockiem.
Jednak P99 był dostępny do rozkładania. Oczywiście zanim dotknąłem broni, zapytałem o kierunek bezpieczny (co spotkało się z aprobatą), jednak okazało się że odchylenia nawet o kilka stopni przy odłączaniu magazynka powodują komentarze instruktora: „lufa na kulochwyt!”.
Sprawdziłem magazynek, komorę nabojową i przystąpiłem do rozkładania. Rozłożyłem, nazwałem części (instruktor przypomniał mi o magazynku), złożyłem. Trzeba uważać na niuanse typu: broń jest rozładowana, bezpieczna czy zabezpieczona? Zespół lufy, lufa czy lufa z komorą nabojową? Sprawdzenie działania mechanizmu spustowo-uderzeniowego, czy sprawdzenie poprawności złożenia broni? No i oczywiście zwolnienie iglicy decockerem w P99.

Okazało się, że jedna sztuka nie wystarczy. Poprosiłem o Margolina, ale komisja chciała żebym rozłożył długą broń, więc wybrałem Imperatora. Instruktor cicho skomentował, że on by wziął sztucer bo to dwa ruchy i po robocie, ale już trudno. Rozkładam pompkę, wcześniej sprawdzając komorę nabojową, podajnik i do góry nogami magazynek. Obyło się bez rozbierania zamka ani bez wyjmowania mechanizmu spustowego. Nazwałem części, zapomniałem o nakrętce magazynka, o czym znów przypomniał mi instruktor. Złożyłem, oddałem strzał kontrolny i odłożyłem na stół. Werdykt: „no, trzy minus”. Ważne, że będę mógł strzelać.

Kolejni koledzy podchodzą, bardziej oblewają niż zdają, reszta czeka i marznie na wietrznej strzelnicy w Wołowie. Dwóch czy trzech kolegów oblało przy próbie załadowania do Glocka czy P99 amunicji Makarow. Jak to? Ano tak, że na stole leżała garść nabojów, wymieszane 9×18 z 9×19, ciekawe czy przypadkiem. Wreszcie skończyła się część praktyczno-teoretyczna, do strzelania przetrwało nas czterech. Odległości odmierzone, amunicyjny gotowy do wydawania, tarcze powieszone. Krótkie szkolenie z zasad bezpieczeństwa i obowiązków strzelającego, krótki pokaz kolejnych czynności (załadować magazynek, ubrać ochronniki wzroku i słuchu, przybrać postawę, przygotować się do strzelania, OGNIA!, rozładować do przejrzenia, odłożyć).

Strzelanie w kolejności z rozporządzenia, czyli Glock z 15m do tarczy TS-2 na początek. Pierwszy kolega uzyskał równo 35 pkt, potem ja 44, kolejnych dwóch niestety rozrzuciło po tarczy i musieli się z nami pożegnać. Z kolekcjonerów zostałem sam, a szczęśliwy kolega z 35 pkt był tym, który jako jedyny tego dnia zdał teorię na dopuszczenie. Następnie peem z 25m do Francuza, którego z powodzeniem strzelił kolega ochroniarz (9/10). Potem strzelba, tarcza TS-3 czyli drzwi od stodoły (a raczej sylwetka człowieka 0,5mx1,70m). Nie sposób nie trafić, obaj zrobiliśmy po 3 dziury. Tutaj kolega ochroniarz zakończył egzamin i odjechał ucieszony.

Zostałem sam na placu boju, przede mną jeszcze sztucer i boczny zapłon. Zapytałem o możliwość skorzystania z podpórki, okazało się że można, ale trzeba mieć swoją. Instruktor miał swoją karimatę, ja swoją więc na jednej się położyłem a na drugiej zwiniętej oparłem karabin. Okazało się za nisko, co tu robić? Mówię, że mam w aucie skrzynkę na narzędzia – no to leć pan! Poleciałem, ułożyłem skrzynkę, karimatę i miałem piękną podpórkę. Zacząłem strzelanie z ładowaniem po jednym naboju prosto do komory. Coś mi słabo poszło, bo 7 dziur we Franzucie było pewnych i jedna „na granicy”, jednak instruktor okazał się człowiekiem i uznał 8/10.

Jeszcze Margolin i kbks. Co do Margolina to zapytałem czy przyrządy celownicze są ustawione „w cel” czy jak to w broni sportowej, „pod cel”. Instruktor nie wiedział, ale podobno ludzie z niego strzelali „w cel” i trafiali. Będąc niepewnym, celowałem w dolną „8” na tarczy i to mnie zgubiło. Przestrzeliny były wyraźnie nad czarnym”, czyli pistolet był ustawiony na „pod cel”. 33 pkt na 35 wymaganych i mogę podpisywać protokół. Naciągnąć się też nie dało (jeden kolega poprzednio miał 34/35 z Glocka i też uwalił). Panowie z komisji orzekli, że nie mogę zrezygnować z pozwolenia na broń bocznego zapłonu w trakcie egzaminu, więc jedynym wyjściem jest poprawka. Wciąż nie jestem pewien, gdzie przepisy mówią o tym, że jeden typ broni może uwalić cały egzamin mimo pozytywnej całej reszty.

I to by było na tyle, prawdopodobnie wykreślę boczny zapłon z wniosku i podejdę do egzaminu poprawkowego 15. grudnia.
Koniec

Opis pochodzi z wątku na zacnym forum-bron.pl, które polecam odwiedzać. W wątku wywiązała się dyskusja i autor relacji dopisał kolejne szczegóły:

Dodatkowe szczegóły od autora relacji:
Na strzały próbne nie było szans. Panowie z komisji kazali nam nawet zbierać po sobie łuski i im oddać, bo „muszą się rozliczyć”. Po moim pytaniu czy mogę zrezygnować z niezaliczonej bz, powiedzieli że nie da rady, bo amunicja już wystrzelana i co, jak oni się rozliczą.
Słaby wynik z MCM to ewidentnie mój błąd, nie ma co ukrywać. To broń sportowa, celujemy pod cel – koniec, kropka. Nie wiem co mnie podkusiło żeby w ogóle myśleć że jest inaczej.
Trzeba to jasno powiedzieć, ten egzamin jest trudny. Możliwy do zdania, ale cholernie trudny. Teoria jak teoria, ale część praktyczna na strzelnicy przy tak drobiazgowym podejściu komisji… No cóż.
Ja wiem, że byłem rzetelnie przygotowany. Oprócz tego błędu przy Margolinie nie mam sobie nic do zarzucenia. Inną sprawą jest to, że wyniku z kbksu na 90% bym nie zrobił. Tarcza TS-1, kwadrat o boku 17 czy 20 cm z 50m… No nie, aż tak dobrze to ja jeszcze nie umiem strzelać.
Zrezygnuję z bocznego zapłonu i podejdę do poprawki. Tę ścieżkę już raz przeszedłem i wiem czego się spodziewać. Gdybym mógł zacząć wszystko od nowa, poszedłbym drogą sportową, to pewne. Przy obecnym kształcie rozporządzenia ws. egzaminu robienie pełnej kolekcjonerki jest bezsensowne – chodzi głównie o wyśrubowane wymagania z bz.

Co do ilości zdających to napisałem:
Teoria 11 osób (3 kolekcjonerów, 8 na dopuszczenie), zdało 4 osoby (kolekcjonerzy i jeden ochroniarz).
Praktyka 4 osoby z teorii plus chyba 5 poprawkowiczów. Do strzelania z tych 9 przeszło 4, zdał tylko jeden – ten ochroniarz który zaliczył tego samego dnia teorię.
Koniec

Takiego egzaminu nie można nazwać łatwym, ani nawet zdawalnym dla większości ludzi. Jest on celowo nastawiony na uwalanie jak największej ilości osób stosując zarówno złożoność prawa, bardzo wysokie wymagania dotyczące strzelania z nieswojej i nieprzestrzelonej broni oraz zwykłe podstępy, jak przemieszane naboje (w stresie 9×18 i 9×19 mogą się pomylić). Przeprowadzanie takich egzaminów przez poważną instytucję jaką jest Policja nie przynosi im chwały, a raczej wstyd. Źle świadczy o egzaminujących, źle świadczy o podejściu do egzaminowanych oraz fatalnie świadczy o polskim podejściu do nauki i sprawdzania wiedzy.

Osoba, która chce zacząć zbierać broń, już zanim zacznie musi być (wg WPA) ekspertem w jej obsłudze, świetnie strzelać oraz mieć szósty zmysł, żeby omijać strategiczne pułapki, złośliwie zastawione przez urzędnika.
Jestem też pewien, że sami egzaminujący nie byliby w stanie zdać tego egzaminu. To niestety typowe zachowanie — „kocić” świeżaków, dawać tak wyśrubowane wymagania że samemu nie jest się w stanie ich spełnić i nie przejmować się hipokryzją, którą każdy widzi.

Jeśl, któryś z egzaminujących z WPA Wrocław chciałby udowodnić, że się mylę, zapraszam do kontaktu. Jeśli zaliczy, wpłacę 1000 zł z moich prywatnych pieniędzy na dowolnie wybrany cel charytatywny i oficjalnie przeproszę. Egzamin będzie w tym samym duchu co opisany, a część praktyczna z mojej broni, której też nie wolno będzie przestrzelić przed sprawdzianem.

Autor relacji był na pewno dobrze przygotowany, miał całą wiedzę potrzebną początkującemu strzelcowi, wykazywał się dbałością o bezpieczeństwo i kompetentnie obsługiwał broń palną, wystrzeliwując dobry wynik mimo tego, że nie miał szansy nawet sprawdzić jak broń strzela. Taka osoba powinna bezwzględnie zdać egzamin.
Nie stało się tak, bo nasza Policja nie stawia sobie celów zgodnych z cywilizowanym krajem: pomaganie obywatelowi i zapewnianie nam wszystkim bezpieczeństwa, tylko zgodnych z uznaniową mentalnością milicji z czasów słusznie minionych.

Równie dobrze WPA mogłoby pytać o naważkę prochu we wszystkich nabojach, jakie może posiadać kolekcjoner, a tym farciarzom którzy przejdą przez takie sito — dać pistolet, który celowo jest nakierowany 20 cm w lewo. Nawet jak „petent” zda teorię, to i tak uwalą go na praktyce, bo nie ma możliwości przestrzelić broni, żeby sprawdzić jak jest ustawiona.

Jeśli ktoś jeszcze chce po czymś takim iść na egzamin do WPA, powinien naprawdę zwiększyć ilość treningów i wkuwania głupot. Być może uda się zdać. Choć zdawalność na poziomie 6.25% dyskwalifikuje tę drogę dla zwykłych ludzi.

I jeszcze ciekawostka: na tym egzaminie było 5 osób poprawiających oblany wcześniej pierwszy termin. Wszyscy oni oblali też drugi termin. Zatem zapłacili 1150 zł za pierwszy, 575 zł za drugi i jakieś 400 zł za badania lekarskie, które zdążyły w międzyczasie stracić ważność. Cały proces zatem kosztował ich ponad 2100 zł i nie mają z tego nic, poza świadomością co trzeba poprawić w polskiej Policji.
Zachęcam ich do wstąpienia do klubu sportowego i przejścia drogi sport + sport do celów kolekcjonerskich. Szybciej, łatwiej, przyjemniej i choć na chwilę człowiek zapomina, jakie instytucje dalej funkcjonują w naszym kraju.

Mi jest tylko szkoda Policjantów pracujących w takim toksycznym środowisku. Jeśli organizacja, która (tylko teoretycznie, jak dobrze wiemy) istnieje, żeby pomagać i bronić tak traktuje praworządnych, dorosłych, zdrowych psychicznie i kompetentnych obywateli, to niewiele lepiej traktują swoich pracowników. Nie wyobrażam sobie mieć takich przełożonych czy współpracowników.

15 myśli nt. „Jak trudny jest egzamin przeprowadzany przez Policję?

    1. AvatarPrzedstawiciel Autor wpisu

      Czekamy. Mam nadzieję, że Twoja historia jest bardziej pozytywna i pokaże, że są lepsze WPA. Być może pełne pozwolenie kolekcjonerskie jest jak korzystne interpelacje podatkowe — żeby uzyskać trzeba się dobrze przeprowadzić :)

      Odpowiedz
  1. AvatarKarol

    Ja zdawałem w Szczecinie. Uwaliłem bz, ale w protokole z egzaminu przewodniczący komisji zasugerował sam żebym zrezygnował z bz to na resztę wydadzą bez problemu. I wydali…

    Komisja sztywno trzymała się zasad, nie przeszkadzało to jednak przeprowadzić egzamin w przyjaznej atmosferze. Nie było żadnych kruczków typu te z pestkami do makarowa. Pytania na teorii były złożone w bardzo prosty sposób, co zgubiło mnie za pierwszym razem. Spodziewałem się właśnie krętactwa, kruczków, haczyka… czegokolwiek. Dokładnie pytania nie pamiętam, ale chodziło o paralizator. Na poprawce teorię razem z upewnieniem się rozpykałem w 3 MINUTY!!! Po prostu odpowiadałem na pytania, nie doszukiwałem się spisków.

    Wrócę jednak do praktyki. 3 pytania z bezpieczeństwa na strzelnicy – gdzie musi być skierowana broń podczas wykonywania czynności związanej z jej obsługą, do czego można strzelać na strzelnicy, kiedy można położyć palec na spuście. Odpowiadać można było swoimi słowami jednak zgodnie z regulaminem wzorcowym (tu mała uwaga – rozporządzenie dot. regulaminu wzorcowego było zmieniane w 2002 i chyba 2011. Dobrze te zmiany znać, bo w bazowym z 2000 roku strzelać można do tarcz, a po zmianach w 2002 r. do tarcz i innych przedmiotów będący celem – co wiedziałem i wychwycił to egzaminator)

    Do sprawdzenia obsługi i rozkładania był Glock 17. Zapytałem oczywiście gdzie kierować broń podczas strzałów kontrolnych mimo tego, że przed chwilą sam odpowiedziałem sobie na to pytanie. Dostałem kolejno 3 zadania (każde należy traktować osobno): sprawdzenie, czy broń jest załadowana, przygotowanie broni do strzału, rozładowanie broni i magazynka – kończąc każde zadanie potwierdzałem wyraźną komendą: broń rozładowana, broń gotowa do strzału. Napisałem o traktowaniu każdego zadania osobno, ponieważ w drugim zadaniu również pierwszą czynnością powinno być sprawdzenie broni to raz, a poza tym egzaminator kazał traktować każde zadanie jakbym pierwszy raz podszedł do broni mimo tego, że pomiędzy zadaniem 2 a 3 broń miałem w łapach. Gdybym odłożył załadowaną zapewne byłby to koniec mojej kariery kolekcjonerskiej (słusznie zresztą). Następnie zostałem poproszony o wymienienie 3 rodzajów zacięć i sposobie usunięcia jednego wybranego przeze mnie- niewypał, fajka, niedomknięty zamek odpowiedziałem jednym tchem + wspomniany sposób usunięcia.

    Tu uprzedzam, że opisuję sam suchy przebieg egzaminu, w międzyczasie były rozmowy o „dupie Maryni”, jakaś tam kawka, którą sobie odpuściłem, żeby mi się łapy nie trzęsły od kofeiny. Egzamin miał bardziej formę pogadanki, nie była to milicyjna „ścieżka zdrowia” jaką opisuje większość zdających kolekcjonerkę w różnych częściach kraju.

    Rozkładanie. Oczywiście sprawdzenie broni przed rozpoczęciem rozkładania i pierwszy zgrzyt. Gadu gadu pierdu pierdu i zapomniałem oddać strzał kontrolny, a zabrałem się za zdejmowanie zamka. Zapewne większość z was, którzy to czytacie spodziewacie się, że otrzymałem jakąś reprymendę. Otóż nie. Egzaminator powiedział tylko, że ze zwolnioną iglicą będzie łatwiej ;) i dalej gadu gadu pierdu pierdu. Klocka rozłożyłem, bez polecenia nazwałem główne części składowe i zapytałem, czy omówić budowę szczegółowo. Jeden z egzaminujących widząc, że rwę się przed szereg z tym szczegółowym opisem budowy nakazał poskładać klocka do kupy. Poskładałem, sprawdziłem działanie.

    Pobrać amunicję, załadować, zgłosić kiedy gotów do strzelania. I maszyna poszła… tu rozpisywać się nie będę, nic szczególnego się już nie wydarzyło. Do strzelania doszedłem jako jedyny z 4 osobowej grupy, pozostali padli na obsłudze mimo wielu „szans”. Reszta zdawała na dopuszczenie (Inspekcja Transportu Drogowego). Po ch…..oinkę im broń to ja nie wiem, oni też nie widzieli w tym sensu.

    Jak już się tak rozpisałem to napiszę swoją opinię dotyczącą Szczecińskiego WPA. Na początku przygody formalnej z pozwoleniem nie było różowo. Szczecin posiadał wydział zamiejscowy w Koszalinie, aby skrócić proces poprosiłem, aby moją sprawę rozpatrywał bezpośrednio Szczecin (lepszy dojazd, często bywam w Szczecinie, poza tym wydział zamiejscowy nie był w żadnym stopniu decyzyjny, więc papiery tak czy inaczej musiały z Koszalina wędrować Do Szczecina i na odwrót). Niestety nie posłuchali. Przyszło wezwanie do Koszalina. Telefonicznie oczywiście niczego się nie można było tam dowiedzieć, a na dodatek telefon odbierała jakaś durna baba, która nie dość, że za każdym razem darła jape to i wiedzą nie grzeszyła. Przesłuchiwał mnie policjant, który był przeciwieństwem tej baby, spokojny rzeczowy, jak się później okazało myśliwy. Na szczęście wydział zamiejscowy został zlikwidowany, moja sprawa podlegała pod Szczecin od tej pory. Podanie składałem 22 marca, a egzamin ze względu na te ceregiele z Koszalinem miałem dopiero pod koniec maja ustalony. Termin został jednak zmieniony (telefonicznie) ze względu na nieobecność policyjnego instruktora strzelectwa. Dlaczego go nie było nie wiem i nic mnie to nie obchodzi, jesteśmy tylko ludźmi każdy ma prawo zachorować lub wziąć parę dni wolnego. Telefoniczne został ustalony nowy termin oraz poprosiłem o małą zmianę w swoim wniosku. Problemu nie było, dosłałem jedynie wersje papierową swojej prośby. Pierwszy egzamin zawaliłem. Drugi wypadał w okresie wakacyjnym. Ja wyjeżdżałem, zapewne członkowie komisji również mieli urlopy, więc termin drugiego egzaminu również został ustalony na telefon (oczywiście ustalenia potwierdzane były pismami, żeby ktoś czasami nie pomyślał, że w Szczecinie taki Meksyk). Współpracę ze Szczecińskim WPA oceniam pozytywnie mimo odmiennej opinii moich znajomych (myśliwych w większości). Pani Gajek (pozdrawiam :)), która prowadziła moją sprawę nawet w czasie swojego urlopu udzieliła życzliwej pomocy w sprawie pewnej wspomnianej wcześniej nieścisłości w moim wniosku. Tu jeszcze jedna uwaga. „Proszę” i „dziękuję” nie boli, a bardzo ułatwia współpracę. Jeśli traktujemy funkcjonariusza jak idiotę, reprezentujemy sobą niczym nieuzasadnioną postawę roszczeniową to możemy być pewni, że ktoś zacznie rzucać nam kłody pod nogi.

    Odpowiedz
    1. AvatarPrzedstawiciel Autor wpisu

      Dzięki za wyczerpujący komentarz. Na pewno dodaje on wiedzy.

      Dodatkowo, celna uwaga z tym regulaminem wzorcowym strzelnicy. Dziś na kursie na instruktora dostałem do zapoznania się taki regulamin, tyle że starą wersję. W niej było jak wół, że nie wolno do popperów strzelać. Okazuje się, że w nowszej wersji to zmieniono i te wszystkie dynamiczne zawody wcale nie są nielegalne, jak niektórzy na tym kursie już wywnioskowali.

      Odpowiedz
    2. AvatarMichał

      @Karol – możesz powiedzieć dokładniej jak to z tym uwaleniem bz i wydaniem pozwolenia na resztę?
      Bo ja pytałem komisji o to wprost (dwukrotnie) i upierali się przy tym, że nie da się – tj. jeden rodzaj broni niezaliczony powoduje uwalenie całego egzaminu.
      Planuję napisać do WPA wniosek o rezygnację z bz, uznanie części praktycznej dla tych rodzajów, które zaliczyłem (cz i gl) i wydanie pozwolenia na nie. Wydaje mi się, że prawo jest w po mojej stronie, bo rozporządzenie w sprawie egzaminu nie precyzuje tej kwestii.

      Odpowiedz
      1. AvatarKarol

        W protokole z egzaminu w uwagach i wnioskach napisałem: „W związku z niezaliczeniem części praktycznej egzaminu w zakresie broni palnej bocznego zapłonu wnoszę o wydanie pozwolenia jedynie na broń palną centralnego zapłonu oraz gładkolufową.” Następnie do WPA wysłałem pismo o podobnej treści. I tyle.

        W postępowaniu administracyjnym, a takim właśnie jest proces wydawania pozwolenia na broń NA KAŻDYM ETAPIE MASZ PRAWO ZMIENIĆ TREŚĆ SWOJEGO WNIOSKU. Proponuję jak najszybciej napisać do WPA, bo jeśli decyzja zostanie wydana będzie już za późno. Ciężko będzie się odwołać, bo decyzja została wydana bez uwzględnienia Twojej prośby.

        PRZECZYTAJ UWAŻNIE!!!
        W przypadku kiedy decyzja została wysłana pocztą jej skutek prawny obowiązuje od momentu dostarczenia, czyli kiedy odbierzesz od listonosza, do tego czasu postępowanie jest w toku. Natomiast jeśli wyślesz wniosek o wyłączenie bz decyduje data stempla pocztowego. Jeśli data stempla Twojego wniosku będzie wcześniejsza od daty odbioru decyzji będzie dobrze. Polecam nie odbierać decyzji (uprzedź również dziewczynę/rodziców/kochankę/kota/psa/sąsiadów żeby również nie odbierali poczty z WPA) i poprosić listonosza o awizo, odbierzesz za tydzień, a w tym czasie Twój wniosek będzie już w WPA i będziesz mógł powiedzieć, że decyzji jeszcze nie otrzymałeś więc postępowanie jest nadal w toku. Z czegoś takiego już nie mają prawa się wybronić.

        Odpowiedz
  2. AvatarKarol

    Niedopatrzyłem, że masz poprawkę. W takim wypadku wyślij wniosek o wyłączenie bz i wydanie na resztę. Odmówić nie mogą, bo jak już wspomniałem masz prawo zmienić swój wniosek w trakcie postępowania NA KAŻDYM JEGO ETAPIE, a nie jak się podoba panu milicjantowi. Jeśli odmówią to i tak po odwołaniu powinieneś dostać. Zaoszczędzisz sporo kasy, decyzję wraz odwołaniami otrzymasz w podobnym czasie jakbyś zdawał poprawkę. Nie ma sensu pchać się w poprawkię, bo noga Ci się powinie i nic nie będziesz miał. Bz dorobisz patentem w przyszłości na podstawie art. 155 kpa.

    Odpowiedz
    1. AvatarMichał

      Dzięki Karol za szybką odpowiedź.
      Dzisiaj wysłałem poleconym wniosek w którym napisałem że:
      – rezygnuję z bz
      – podtrzymuję wniosek o wydanie cz i gl
      – proszę o uznanie za zaliczoną część praktyczną bez bz
      Nawet trochę się rozpisałem z uzasadnieniem, że wykazałem się umiejętnościami etc, oraz że prawo nie reguluje tego, czy wynik z jednej broni ma wpływ na zaliczenie innej itp, ale to chyba nawet lepiej?
      Co prawda w protokole wpisałem ‚nie wnoszę uwag’ i ‚wnoszę o poprawkę’ ale jak mówisz, mogę zmienić wniosek w każdej chwili. Miejmy nadzieję że WPA nie wyskoczy z argumentami z d**y i wyda takie okrojone pozwolenie :)

      Odpowiedz
  3. Avatarxmucio

    Widzę, że niewiele się zmieniło od mojego egzaminu (ten długi wpis wspomniany na początku artykułu). Wypowiedź kolegi utwierdziła mnie w przekonaniu, iż słusznie postąpiłem wyłączając broń BZ jeszcze przed sądnym dniem. Współczuję niezmiernie i życzę POWODZENIA w kopaniu się z koniem ;) Ciekaw jestem jak się sprawa skończy. Trzymam kciuki. Pozdrawiam.

    Odpowiedz
  4. AvatarMichał

    Nowości w sprawie mojego pozwolenia: dzwoniłem dziś do WPA i dowiedziałem się, że moje pismo wpłynęło, ale teraz komenda musi zasięgnąć opinii radcy prawnego, bo wcześniej nie praktykowali czegoś takiego (tj. uznanie egzaminu za zdany dla części rodzajów broni i wydanie okrojonego pozwolenia) i nie wiedzą co zrobić. Powiedziałem że w innych WPA takie coś robią, ale pani w słuchawce nie wydawała się przekonana. Miejmy nadzieję że radca prawny stanie po mojej stronie :) Mam czekać na informacje z WPA, będę dawał znać jak czegoś się dowiem.

    Odpowiedz
    1. AvatarKarol

      Jak chcesz to oprzyj się na moim przypadku. Jeśli zajdzie taka potrzeba podam numer pozwolenia przez przedstawiciela stowarzyszenia, będziesz miał konkretny przykład do odwołania.

      Odpowiedz
  5. Avatarm.mendocha

    Karol: dzięki, oczywiście skorzystam. W tej chwili tak czy inaczej musi wypowiedzieć się radca prawny, miejmy nadzieję że opinia będzie dla mnie korzystna. Jednak na wszelki wypadek gdybym miał się odwoływać, dobrze by było gdybym miał taki konkretny przypadek w ręku.
    Prośba do Przedstawiciela o podanie Karolowi mojego maila w celu kontaktu.

    Odpowiedz
  6. AvatarMichał

    Przekleję tutaj, co napisałem na forum:
    —–
    No i jednak muszę podejść do poprawki. Dostałem telefon z WPA i dowiedziałem się że radca prawny zaopiniował, że egzamin jest niezaliczony i tyle. M.in. dlatego, że w protokole nie wniosłem uwag i wniosłem o poprawkę (zrobiłem tak bo tak mnie poinformowała komisja). Oprócz tego, oczywiście każde WPA po swojemu interpretuje przepisy więc w jednym województwie mogli zgodzić się na wydanie okrojonego pozwolenia, a w innym ‚nie praktykują czegoś takiego’.
    ——
    Z jednej strony szykuję się mentalnie do poprawki, ale po poradach kolegi Karola planuję odwołać się do drugiej instancji (KGP) oraz powołać się na Jego przypadek. Nie żyjemy przecież w Republice Federalnej gdzie każde województwo ma swoje przepisy, tylko w jednej Polsce z jednym prawem (tak mi się przynajmniej wydaje).

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *