Praktyka egzaminu na pozwolenie kolekcjonerskie

Dziś gościnny wpis kolegi ze Stowarzyszenia, któremu udało się wreszcie przejść całą drogę uzyskania pozwolenia do celów kolekcjonerskich w pełnym zakresie. Ta droga nie jest polecana dla innych, a oto dlaczego:

W końcu udało się zakończyć sprawę sukcesem (30 szt. zgodnie z wnioskiem, broni palnej do celów kolekcjonerskich z wyłączeniem broni szczególnie niebezpiecznej oraz broni bocznego zapłonu z lufami gwintowanymi o kalibrze do 6mm).

Finalnie przestałem się upierać na egzamin „starym trybem”. W obawie o niewystarczający punktowo wynik z bocznego zapłonu (skupienie poza środkiem tarczy) wysłałem zapytanie do WPA o to, czy w razie nie zaliczenia strzelania z jednego typu broni można dostać pozwolenie na pozostałe, czy cały egzamin „leży”. W odpowiedzi dostałem lekko chaotyczny bełkot (poniżej), z którego wywnioskowałem, że cały egzamin leży.

W odpowiedzi na Pańskie zapytanie uprzejmie informuję, że, zgodnie z Pana wnioskiem z dnia 13.02.2015 r. przedmiotem toczącego się postępowania administracyjnego jest wydanie pozwolenia na broń palna do celów kolekcjonerskich.
Art. 10 ust. 4 pkt. 7 ustawy z dnia 21 maja 1999 r. o broni i amunicji (Dz. U. z 2012 r., poz. 576) określa rodzaje broni do posiadania których uprawnia pozwolenie na broń wydane do celów kolekcjonerskich i z takich też rodzajów broni zostanie przeprowadzony egzamin.
Egzamin przeprowadzany jest w całości z wnioskowanego rodzaju broni. W przypadku zmiany, bądź zawężenia przedmiotu postępowania (np. rodzaju broni ) winien Pan wystąpić ze stosownym wnioskiem w toku postępowania administracyjnego, jednakże przed rozpoczęciem egzaminu.
Z uwagi na fakt, iż składany przez Pana egzamin poprawkowy będzie wyłącznie egzaminem praktycznym – obejmującym sprawdzenie przestrzegania szczegółowych zasad zachowania bezpieczeństwa na strzelnicy, umiejętności prawidłowego rozkładania i składania, ładowania i rozładowywania danej broni, postępowania z bronią niesprawną (…) oraz sprawdzianu strzeleckiego z użycia danego rodzaju broni ewentualny wniosek dotyczący zmiany rodzaju broni należy złożyć przed przystąpieniem do egzaminu.

Jednocześnie informuję, że zgodnie z § 7 ust. 2 rozporządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 20.03.2000r. w sprawie egzaminu ze znajomości przepisów dotyczących posiadania broni oraz umiejętności posługiwania się bronią (Dz.U. Z 2000 r. Nr 19 poz. 241 ze zm.) przed rozpoczęciem egzaminu komisja informuje zdającego o możliwości wpisania przez niego do protokołu uwag dotyczących przebiegu egzaminu, w tym o możliwości zgłoszenia wniosku o egzamin poprawkowy.

Wykreśliłem zatem broń bocznego zapłonu z wniosku i czekałem kolejne kilka miesięcy na przydzielenie terminu egzaminu, aż w końcu otrzymałem informację, że 12 listopada przyjdzie mi zmierzyć się z częścią praktyczną po raz kolejny. Na plus, że w liście z informacją o terminie egzaminu napisane były konkretne modele broni, na których zostanie przeprowadzony egzamin.

W przypadku ubiegania się przez Pana o pozwolenie na broń do celów kolekcjonerskich egzamin zostanie przeprowadzony w oparciu o następujące modele broni:
– pistolet WALTHER P-99
– pistolet gazowy WALTHER P22
– strzelba gładkolufowa „Imperator
– karabin – sztucer CZ 550 kal. 30-06 Springfield

Tym razem zdecydowanie dużo więcej czasu poświęciłem na naukę praktycznie wszystkiego o co mogą zapytać, czyli zasady działania broni, szczegółową budowę itp. Szczególną uwagę zwróciłem na materiały szkoleniowe przeznaczone dla policji, które krążą w internecie. Spędziłem też paręnaście godzin na strzelnicy w Ząbkowicach Śląskich (wielkie dzięki za wszystko, bez was na pewno by się nie udało), gdzie koledzy pomogli mi doszlifować umiejętności strzeleckie oraz przygotować się do egzaminu.

W końcu kalendarz pokazał dwunastego listopada i wyruszyłem na strzelnicę PZŁ przy ul. Wodzisławskiej 10B, gdzie miał odbyć się egzamin. Przed wejściem spotkałem dwie osoby, które również oczekiwały na egzamin (cel kolekcjonerski), ale łącznie z teorią. Gdy zjawiła się komisja, udaliśmy się do sali, gdzie zostały nam przedstawione zasady, a mnie wyprosili z sali na chwilę, ponieważ teorię miałem już zaliczoną. Po kilkunastu minutach koledzy wyszli z sali, lekko poddenerwowani, gdyż nie byli pewni swoich odpowiedzi w 100%, lecz niepotrzebnie. Obydwoje przeszli dalej. Z tego co rozmawialiśmy, pytania były bardzo podobne (jak nie identyczne) do tych, które ja miałem i padały już nie raz na forum. Nie było nic podchwytliwego albo specjalnie wyszukanego. Wystarczy znać (nie przeczytać) UoBiA i nie powinno być większych problemów. Chwila przerwy, podczas której przewodniczący komisji nie dość, że okazał się być człowiekiem, to na dodatek życzliwym i sympatycznym i nie piszę tego z ironią w tym momencie. Widać było, że zależało mu abyśmy zdali ten egzamin, co mnie z resztą mocno zaskoczyło.

Na pierwszy ogień poszedł kolega. Nie było go kilka minut, po czym wyszedł lekko blady, ale z małym uśmiechem na ustach. Przyszła pora na mnie, wchodzę i losuję zestaw pytań. Komisja składała się z instruktora, z którym w zasadzie wyłącznie rozmawiałem i dwóch policjantów, którzy przyglądali się. Były trzy, proste i oczywiste pytania, lecz niestety tylko na pierwszy rzut oka. Pierwsze pytanie (trochę inaczej brzmiało, ale sens ten sam) „gdzie na strzelnicy możemy celować i strzelać?”. Odpowiadam zgodnie z wzorcowym regulaminem strzelnic, że celować możemy na stanowiskach treningowych wyznaczonych przez prowadzącego trening strzelecki, a celować I strzelać możemy tylko na stanowisku strzeleckim wyznaczonym przez prowadzącego strzelanie. Zostałem poproszony o przemyślenie swojej odpowiedzi. Przez moment całkowicie zgłupiałem i zastanawiałem się czy powinienem wrócić do szkoły podstawowej po dodatkowe lekcje czytania… Czytam raz jeszcze, bardzo powoli, dokładnie i przychodzi mi taka sama odpowiedź na myśl, po chwili jednak zwracam uwagę na magiczny znak alfabetyczny zawarty pomiędzy „celować”, a „strzelać”, który wygląda jakoś tak „i„. Odpowiadam zatem, że celować I strzelać możemy tylko i wyłącznie na stanowisku strzeleckim wyznaczonym przez prowadzącego strzelanie. Jackpot, właśnie trafiłem główną wygraną, czyli możliwość odpowiedzi na kolejne pytanie. Dziękuję, dziękuję, nie trzeba owacji. Ciekawi mnie fakt, iż na pierwszym egzaminie odpowiedziałem dokładnie tak jak oczekiwali ode mnie na poprawie, czyli nie wspomniałem o stanowiskach treningowych (miałem to samo pytanie), za co wtedy dostałem naganę i musiałem uzupełnić swoją wypowiedź. Wniosek? Sami wyciągnijcie.

Drugie pytanie odnośnie wprowadzania zwierząt na strzelnicy. Zacytowałem dosłownie regulamin, tym razem o dziwo, trafiłem od razu w klucz egzaminatora.

Trzecie pytanie to w zasadzie pytanie-zadanie, czyli wybór broni, nazwanie części i rozbieranie, a na końcu składanie. Wybrałem P99, którego rozkładałem paręnaście razy wcześniej. Oczywiście zacząłem standardowo z pytaniem o bezpieczne miejsce (kulochwyt), sprawdziłem broń czy aby na pewno nie jest naładowana i przystąpiłem do rozbierania. Pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się (chyba w lekkich nerwach, bo atmosfera po pytaniach była mocno napięta, przynajmniej z mojej strony), że miałem problem z rozłożeniem. Chyba delikatnie za mocno odciągnąłem zamek do tyłu i napięła się iglica, na szczęście jest decocker, z którego skorzystałem i przy kolejnej próbie poszło gładko. Nazwałem elementy, złożyłem broń i uwaga, sprawdziłem działanie poprzez klasyczne pociągnięcie za język spustowy (osobiście raczej szkoda by mi było iglicy, skorzystał bym z decockera, ale że w materiałach szkoleniowych ze szkółek policyjnych znalazłem taką procedurę to tak też zrobiłem, o czym z resztą głośno wspomniałem). Instruktor oburzony poinformował mnie, że dla niego egzamin się już skończył, a ja nie potrafię obsługiwać się bronią. Podobno nie miałem prawa oddać suchego strzału, w P99 jest to niezgodne z instrukcją i za tak karygodny błąd powinienem wypolerować wszystkie Walthery w dolnośląskich komendach… Do akcji przystąpił przewodniczący komisji i po raz kolejny mogłem przemyśleć swoje postępowanie, tym razem rozbierając Imperatora. Zacząłem więc analogicznie, broń sprawdzona, rozebrałem wszystko po drodze i wyciągam zamek. Pytam czy mam go też rozbierać (wyciągnąć iglicę). Uzyskałem odpowiedz, że mam go tak rozebrać jakbym chciał go w domu wyczyścić. Ok, zatem pierwszy raz w życiu próbuję rozebrać zamek od pompki, bogaty jedynie w „bardzo wiarygodne źródło wiedzy” jakim jest youtube i „niesamowicie czytelna i przejrzysta” instrukcja od Fabarmu. Chwila prawdy i okazało się, że jednak youtube może okazać się w życiu przydatny. Broń rozebrana, brak uwag, hurra, udało się. „Proszę nazwać poszczególne części broni”, ok nie ma problemu, easy jak to mówią znajomi zza wielkiej kałuży. Zaczynam dzielnie wymieniać: zespół lufy, zespół przesuwny, …, „jaki zespół przesuwny? konkretnie proszę”, po chwili namysłu odpowiadam suwadło. „Nie proszę pana to jest suwadło z szynami suwadła jak już.” Zaczyna się robić bardzo nerwowo, powoli mój stres związany z egzaminem zaczyna przeradzać się w poirytowanie. Otrzymuję kolejne prośbo-pytania tym razem o wskazanie donośnika, podajnika, rozdzielacza, ustalacza itp. Na szczęście spędziłem parę wieczorów z licznymi rysunkami i udało się zniweczyć plany wykazania mojej nieznajomości broni i pozwolono mi złożyć strzelbę z powrotem. Chwila zawahania czy aby na pewno mogę sprawdzić mechanizm spustowo-uderzeniowy po zakończonym składaniu broni, zaryzykowałem, uff kolana całe, nikt mnie nie postrzelił, mogę usiąść.

Pora na werdykt. Okazało się, że dość młody policjant potrafi jednak mówić, co udowodnił głośnym i entuzjastycznym „Jestem na TAK”. Opinię instruktora poznałem już wcześniej, więc na szczęście nie musiał się odzywać. Przewodniczący komisji po długim namyśle, stwierdził, że chyba warto dać mi szansę na strzelanie. W tamtej chwili wcale mnie to jakoś nie ucieszyło, prawdę mówiąc odechciało mi się strzelać na moment.

Wychodzę na korytarz, wchodzi trzeci kolega. w międzyczasie rozmawiam z poprzednim i dowiaduję się, że sytuacja wyglądała bardzo podobnie. Instruktor udowodnił koledze, że broń powinien co najwyżej pooglądać w książkach. Podobno pytał o szczegółową budowę mechanizmu spustowo-uderzeniowego i o ile dobrze zrozumiałem o sprężyny w nim występujące. Nasunęła mi się błyskotliwa myśl „ciekawe jakie elementy broni potrafi wymienić przeciętny polski policjant…”. Wychodzi trzeci kolega, również został dopuszczony do strzelania. Etap pierwszy za nami. Idziemy na oś.

Szybkie BHP, po czym dowiadujemy się, że zaczynamy strzelać z pistoletu centralnego zapłonu, jeden po drugim (mamy tylko jedne stanowisko do dyspozycji). Pobieramy amunicję, kwitujemy i czekamy. Pierwszy idzie kolega i wykonuje grzecznie kolejne polecenia, „przygotować się do strzelania„, „magazynek sześcioma ładuj„, „ognia!!!„, „rozładuj broń„, po czym instruktor poinformował o sprawdzeniu komory nabojowej i dalej nie pada żadna instrukcja. Gdy kolega próbował odłożyć P99 z otwartą komorą został upomniany, aby zastanowił się co robi i ten na szczęście dostał olśnienia, że chyba oczekiwano od niego zrzucenie zamka i skorzystanie z decockera, a dopiero następnie odłożenie broni z zamkniętą komorą. Udało się, padła komenda, że można podejść do tarczy. Kolega wraca z uśmiechem na twarzy i oznajmia radośnie „41/60”. Moja kolej. Podchodzę i wykonuję kolejne polecenia, zwracając uwagę na przecinki w wypowiedzi instruktora (prowadzącego strzelanie), czekam w gotowości z załadowanym magazynkiem w ręce, po czym do moich uszu dobiega krzyk prowadzącego „ognia!!!„. Podpinam magazynek, przeładowuję broń i przymierzam się do strzału, cel namierzony, ciągnę powoli za spust, „o k**** on się nie kończy, to na pewno AS„, pierwszy strzał zdecydowanie nie na szóstkę, choć trafiłem „6”. Nie dobrze, skupiam się bardziej, oddycham głęboko, nie spieszę się i oddaję kolejne pięć strzałów, po czym zgodnie z życzeniami instruktora odkładam broń z zamkniętą komorą (oczywiście po wcześniejszym sprawdzeniu) i powoli zmierzamy do tarczy. Koniec końców, nie było tak źle, bo ustrzeliłem 3×10, 2×9, 1×6 co daje 54/60 pkt. Następny kolega nie miał tyle szczęścia, trochę go porozrzucało po tarczy i naliczyli mu tylko 21/60 pkt.

Zostało nas dwóch i przyszła kolej na strzelanie z broni alarmowej. Atmosfera się trochę rozluźniła, trochę śmiechu było przy okazji żartów ze skupieniem na tarczy z amunicji hukowej. Po czym kolega wziął do ręki P22 na naboje 9mm PAK, załadował broń i dumnie skierował lufę w stronę tarczy po czym pociągnął za spust niczym rewolwerowiec z dzikiego zachodu, a tu cisza. Następna próba i dalej cisza. „To pewnie zacięcie”, pomyślał z pewnością i bez wahania przeładował broń. „Ups, dalej nie strzela, coś na pewno jest nie w porządku”. Szybki rzut na szkielet, „a co to za ustrojstwo tutaj z boku, może warto to delikatnie obrócić i spróbować jeszcze raz? Działa!” Nastąpiły szybkie dwa strzały po czym spojrzenie na instruktora. Dalej odlicza czas. To może by tak podnieść szybko ostatni nabój i załadować go ponownie. Udało się, w przestrzeni rozległ się kolejny huk. Po kolejnej dłuższej chwili namysłu, komisja stwierdziła, że to z pewnością było zacięcie i warto dać koledze jeszcze strzelbę do ręki. Trochę zgłodniałem w międzyczasie więc postanowiłem załatwić sprawę bez zbędnej zwłoki, jeden głośny huk, trzy łuski wyleciały, zrzucam zamek, powoli opuszczam kurek, zabezpieczam broń, nie ma uwag.

Przyszła pora na strzelbę. Profilaktycznie przypominam koledze przed strzelaniem o bezpieczniku spustowym i zatrzasku suwadła, tak na wszelki wypadek. Kolega podszedł do stanowiska, załadował Imperatora, przymierzył się do tarczy, a tu znowu niespodzianka. Imperator też nie chcę współpracować, „to na pewno kolejne zacięcie, kurczę trzeba mieć naprawdę pecha! Ale zaraz, nie da się przeładować, co tu robić, co tu robić, o jest jakiś przycisk na dole, ciekawe co się stanie jak go nacisnę, o, udało się, suwadło działa. Teraz to im pokaże jak się strzela w stodołę, ha! Znowu zacięcie? Nie no nie wierzę, to jakiś koszmar.” Nagle słychać dźwięk odbijającego się od posadzki naboju. „Dalej nie działa, o matko, zaraz mi się czas skończy! Zaraz chwila, jest tu jeszcze jeden przycisk”, chwilę potem w powietrzu poczuć można wspaniały zapach prochu, jeszcze raz, chwila przerwy i już po raz ostatni. Komisja lekko poirytowana zaczyna myśleć nad dalszym postępowaniem, aczkolwiek niepotrzebnie, problem rozwiązał się sam. W stodole znaleźć można było tylko jedną dziurę po kuli. Zostałem sam. „Niech pan się postara, ktoś musi dzisiaj zdać.” Posłuchałem rady i posłałem kolejne trzy kule w stronę stodoły, tym razem celne. Odkładam broń z otwartą komorą, oczywiście zabezpieczoną.

Ufff, jeszcze tylko podziurawić „francuza”, ale zaraz, chwila jesteśmy na osi 25m, a potrzebujemy 50m. Pół godziny przerwy i przenosiny na nową oś. Instruktor idzie zawiesić „francuza”, który o dziwo jest czarny i jeszcze nie został zbanowany przez KE. Myślę, że od przyszłego roku o ile jeszcze „francuzy” będą potrzebne, będą białe na czarnym tle, tak na wszelki wypadek, żeby nie urazić naszych nieco ciemniejszych braci. Rozwijam sobie matę, biorę CZ550 do ręki i chociaż jest mi to zbędne to z ciekawości pytam, czy mogę dostać jakąś podpórkę. „Jasne, nie ma sprawy”, po czym przewodniczący komisji przynosi mi podpórkę i rozkłada przed stanowiskiem. Sprawdzam czy jest w miarę komfortowo po czym stwierdzam, że jestem gotowy do strzelania. „Ognia!!!„, odbezpieczam broń, wrzucam pierwszy nabój, po czym dobijam go zamkiem i bez wahania oddaję pierwszy strzał. Gazy wylotowe przed stanowiskiem zafundowały mi małą burzę piaskową, ale co tam. Następny strzał i następny i tak jeszcze siedem razy. Zabezpieczam broń i zostawiam z otwartą komorą, po czym zmierzamy do tarczy. Początkowo przerażenie, zostało parę metrów a dziur nie widać. Na szczęście podchodząc całkiem blisko udało się naliczyć 10/10 dziurek po 30-06.

– „Proszę się podpisać, wnosi pan uwagi?”
– „Nie.”
– „Gratuluję.”
– „Dziękuję, do widzenia, miłego dnia”.

W końcu mogłem zjeść obiad.

Podsumowując całą drogę, może kilka dat:
13.02.15 – złożony wniosek
26.03.15 – pierwszy egzamin (niezaliczona praktyka)
31.03.15 – zawieszenie postępowania (praca w delegacji)
23.05.15 – wejście w życie rozporządzenia z dnia 17 kwietnia 2015 roku. zmieniające rozporządzenie w sprawie egzaminu ze znajomości przepisów dotyczących posiadania broni oraz umiejętności posługiwania się bronią.
22.06.15 – odwieszenie postępowania
12.11.15 – powtórkowy egzamin
23.11.15 – otrzymanie decyzji

Razem 283 dni. Komisja egzaminacyjna na egzaminie powtórkowym przeprosiła za tak długo ciągnącą się sprawę, argumentując, że zwłoka spowodowana była brakiem broni bocznego zapłonu na wyposażeniu policji. W każdym razie teraz już mają kupioną i powinno być szybciej. To był pierwszy egzamin na nowych zasadach we Wrocławiu. Oprócz mnie dwie osoby były po raz pierwszy na ten sam cel, które wniosek składały też w lutym.

Czy było warto? Było warto, aczkolwiek gdybym miał przechodzić całą drogę jeszcze raz, na pewno zdecydowałbym się na „drogę sportową”. Nie twierdzę, że droga kolekcjonerska jest nie do zrobienia, bo udowodniłem, że zaczynając od zera, można zdobyć papiery, ale jest to dość trudne, wymaga dużego zaangażowania, czasu i raczej skierowane dla osób, które mają sporą wiedzę i obycie z bronią. Jeżeli nie jest się „biegłym” w tematach związanych z bronią dużo zależy od szczęścia na jaką komisję egzaminacyjną trafimy. Samo strzelanie na egzaminie praktycznym w zakresie broni centralnego zapłonu nie jest trudne i wystarczy trochę postrzelać wcześniej, żeby zaliczyć. Z bocznym zapłonem może być różnie. Zapytałem dla następców, czy pistolet BZ można trzymać oburącz, czy trzeba w jednej (sportowo) i dowiedziałem się, że skoro ustawa nie zabrania to można oburącz.

Współczuję wszystkim, którzy dotrwali do końca i byli w stanie to przeczytać. Mam nadzieję, że was nie zanudziłem.

24 myśli nt. „Praktyka egzaminu na pozwolenie kolekcjonerskie

  1. Avatargambler

    Relacja z Egzaminu WPA_Poznań

    Egzamin odbywa się w każdy ostatni wtorek miesiąca
    W moim przypadku pierwszy egzamin odbył się 27.01.2018 o 9:00

    Do egzaminu przystąpiło 14 osób / 5 osób przeszło część teoretyczna /1 osoba odpadła na strzelaniu
    Drugie moje podejście 13 osób / 4 osoby przeszły teorie / 3 osoby zdały egzamin *(jedna osoba z pierwszego podejścia)

    Egzamin Teoretyczny

    Egzamin składa się z 10 pytań które należy odpowiedzieć bezbłędnie
    Uwaga na podchwytliwe pytania („Czym jest amunicja wg. ustawy? – pytania różnią się miedzy sobą „i” / „lub” / „,”)
    Pozostałe pytania to terminy zbycia broni, zawiadomienia o utracie broni, itp
    Prawa karne (ile lat za porzucenie broni, ile lat za udostępnianie broni, itp..)

    Pytania nie są trudne o ile zdający nie będzie opierał się wyłącznie aplikacjami patentstrzelecki.eu bądz NTS
    Jak najbardziej powyższe aplikacje pomagają w utrwaleniu wiedzy i zapamiętaniu ustaw, natomiast nie stanowią czystego odzwierciedlenia tego co jest na egzaminie
    Moja rada: niestety do ustawy należy podejść od deski do deski z dużym naciskiem na Prawo Karne, Terminy, oraz definicje Amunicji, broni, EuropejskiejKarty, itp.
    Również należy zwrócić uwagę na podział pozwoleń oraz broni która w danym podziale obowiązuje

    np. Pozwolenie na broń do celów ochrony osób i mienia umożliwia posiadanie broni: (przez nerwy za pierwszym razem na tym pytaniu poleglem :D )
    A) pistoletów bocznego zapłonu do 6 mm
    B) Gładkolufowej
    C) Strzelby powtarzalne

    UWAGA:
    W czasie gdy pierwszy raz dostaniecie pytania przed sobą warto tzw. „pierwszą myślą” zaznaczyć sobie wstępnie poprawną odpowiedz (np. kropką przy odpowiedzi)
    Czytając pytania które różnią się sobą wyłącznie „i”, „lub” bądź znakiem „,” bywa mylące i za którymś razem człowiek już nie wie co powinno być:)

    Egzamin Praktyczny
    Dostępna broń w Poznaniu:

    Pistolet WANAT
    Glauberyt (Uwaga na tryb P C Z)
    Mossberg 500
    AK47 (Uwaga na tryb P C Z)
    Karabin precyzyjny (nie znam nazwy)
    Karabinek BZ (taki stary fajny :) )
    Broń sygnałowa

    Samo strzelanie przy temp. -13 nie należało do przyjemnych natomiast egzaminator bardzo pomaga
    Strzelanie również z wszystkich wymienionych wcześniej broni

    Należy zwrócić uwage na bezpieczeństwo
    Broń w kierunku bezpiecznym
    Palec poza językiem spustowym
    Czekanie na komendy i wykonywanie komend prowadzącego strzelanie

    UWAGA!:
    Jedna osoba odpadła ponieważ odwrotnie wprowadziła pociski do magazynka
    Zdarzają się również że wśród pocisków które otrzymamy np. do pistoletu WANAT dostaniemy pocisk 9×19 Parabellum ! (przez przypadek oczywiście :D ) -dlatego sprawdzić należy czym ładujesz magazynek

    1. AvatarKS Amator Autor wpisu

      Wszystko się zmienia w czasie, może być inna komisja, inne pytania. Dlatego trzeba czytać publikacje w internecie na ten temat. Ogólnie, ten egzamin jest trudny, ale być może też część zdających nie uczy się odpowiednio intensywnie. Kolekcjonerzy zdają, choć często nie za pierwszym razem.

  2. AvatarKrzysztof Jabłoński

    Apropos „Podobno nie miałem prawa oddać suchego strzału, w P99 jest to niezgodne z instrukcją”. Bullshit.

    W instrukcji fabrycznej do Walthera P99 (reprodukcja jest dostępna na przykład tutaj http://readgur.com/doc/247668/instrukcja-fabryczna-pistoletu-p99.pdf), w części „Sprawdzenie broni. Kontrola przed użyciem” są punkty 7-9 opisujące czynności do wykonania celem sprawdzenia sprawności mechanizmu spustowego w trybie „Single Action” i „Duble Action” (cytuję z instrukcji, naprawdę jest ‚duble’), które wymagają pociągnięcia za spust celem oddania tzw. „suchego strzału” (takie określenie w instrukcji nie występuje). Producent poleca:
    7. Spust powinien znajdować się w pozycji duble action (przednie skrajne położenie).
    Pociągnij za spust do pozycji single action (pośrednie pomiędzy skrajnym tylnym a skrajnym przednim położeniem, wyczuwalny „klik”) Iglica nie może zostać zwolniona a spust musi pozostać w pozycji single action. W powyższej czynności strzelec pokonuje tylko siłę sprężyny powrotnej spustu.
    8. Pociągnij za spust do końca. Iglica musi zostać zwolniona (mechanizm spustowy Single Action).
    9. Zwolnij spust, musi on powrócić do pozycji duble action. Ściągnij język spustowy ponownie w krań
    cowe tylne położenie. Iglica musi zostać zwolniona po osiągnięciu przez spust tego położenia. W powyższej czynności strzelec pokonuje siłę sprężyny powrotnej spustu i sprężyny iglicy (mechanizm spustowy Duble Action).

    Niniejszym fantazję, iż suchy strzał z Walthera P99 jest niezgodny z instrukcją producenta dementuję.

  3. Avatarteddy

    Głowę dam sobie uciąć, że 99,9999 polskich policjantów oblewa taki egzamin już na samym jego początku. Każdego z tych egzaminatorów bym uwalił gdybym to ja go przeprowadzał, bo przeprowadzali go według własnego „widzi mi się”. Policja dalej jest milicją, nic się tam nie zmienia. ZERO szacunku dla nich.

    Moje postępowanie trwało 18 miesięcy ……

  4. AvatarTomek

    Cześć.
    U mnie w WPA Lublin pełne kolekcjonerstwo zajęło mi około 3 miesięcy (nie pamiętam konkretnych dat). Przedłużenie postępowania to standardowo: skomplikowana i zawiła sprawa. Czytaj dzielnicowy nie wyrobił się z opinią środowiskową.
    Później pismo z wyznaczonym terminem egzaminu i znowu prawie miesiąc czekania, bo u nas organizują egzamin mniej więcej co miesiąc. Egzamin oczywiście w/g nowych zasad.
    W dniu egzaminu pomyślałem sobie pojadę wcześniej, to się nie spóźnię i zaczekam na strzelnicy. Ogrzeję się trochę, przygotuję się psychicznie, generalnie zaaklimatyzuję się trochę na miejscu. No niestety nic z tego. Na Grenadierów pod bramą stałem i marzłem prawie godzinę obserwując, jak powiększa się grupa zdających. Wszystko przez to, że mają tam obiekty podlegające ochronie i nie pozwalają na to by cywile z ulicy pałętali się bez eskorty. Byłem tam chyba jedynym, który nie był ochroniarzem zdającym na broń obiektową. No cóż nie czułem się wcale wyobcowany, bo chłopaki byli w porządku. Okazało się, że są też weterani, którzy przyszli na poprawkę. Opowiadali, że na poprzednim egzaminie byli jacyś młodzi egzaminatorzy, którzy próbowali błyszczeć elokwencją, rozstawiać wszystkich po kątach i generalnie komisja była kijowa.
    O wyznaczonej godzinie pod bramę zajechała Najwyższa Komisja z WPA. Wprowadzili nas na teren i już bez zbędnej zwłoki, niemal z marszu zaczęliśmy ten nasz egzamin. Okazało się, że nasza komisja w średnim wieku jest spoko i można z nimi pogadać jak z normalnymi ludźmi. Jeśli ktoś wie, jak na Lubelszczyźnie wygląda egzamin na patent strzelecki, to informuję, że nasz egzamin wyglądał dość podobnie, che, che che… Jeśli ktoś nie wie, to wystarczy napisać, że wszyscy zdali…
    Nie było w ogóle mowy o żadnej części ustnej, zadawaniu pytań, ani rozbieraniu broni. Pewnie uznali, że jak dadzą ochroniarzowi broń do ręki i każą ją rozebrać, a następnie złożyć, to z powrotem dostaną tylko szkielet i wiaderko pogiętych części… Nie, żebym miał coś do ochroniarzy, ale bądźmy ze sobą szczerzy. Mają tam chyba jedno planowe strzelanie w roku, a przez resztę czasu to broń mają nosić, a nie zabawiać się nią, bo to nawet nie ich broń, tylko obiektowa.
    Później strzelnica i zasady bezpieczeństwa. Na koniec sakramentalne pytanie: czy wszyscy są w stanie przystąpić do strzelania? Wszyscy byli.
    Po dwie osoby zaczęliśmy strzelać z pistoletu. W aktach mojej sprawy był patent strzelecki na wszystko, z czego się w sporcie strzela, więc wiadomo było, że z części egzaminu powinni mnie zwolnić. Pani, która prowadziła mają sprawę miała wtedy jednak jakieś problemy zdrowotne. Coś tak przekazała egzaminatorowi, ale chyba nie wszystko, bo tak na prawdę to nie wiedział, czy mam strzelać strzelbę, czy nie. Pomyślałem sobie, a co mi tam, po co człowiek ma się zastanawiać, czy przypadkiem nie zwolnił mnie ze zbyt dużej liczby strzelań. Poza tym trzy darmowe strzały też piechotą nie chodzą, a sylwetkę to trafię bez problemu. Koniec końców stanęło na tym, że będę zwolniony ze strzelania pistoletu.
    Muszę przyznać, że na około piętnaście osób które brało udział w egzaminie dwie albo trzy oblało pistolet i w ten sposób zakończyło egzamin. Kilka osób zakończyło go na tym etapie, bo najzwyczajniej w świecie w podaniu zwracali się o dopuszczenie tylko na broń krótką. Widocznie uznali, że pistolet maszynowy i karabinek nie będą im potrzebne w pracy ochroniarza.
    Kto zaliczył pistolet i zdawał inne rodzaje broni strzelał teraz pistolet maszynowy. Tym razem już nie po dwóch, tylko pojedynczo. No i na początek znowu instruktarz (może dla tego, że wcześniej nie strzelałem pistoletu) jakie komendy obowiązują, że po strzelaniu ma być celowany strzał kontrolny. No i normalnie magazynkiem ładuj, czy jesteś gotowy, cel – tarcza, ognia! Pamiętajcie, że zgłaszając gotowość to macie mieć już założone ochronniki słuchu. Kiedyś na własne oczy widziałem jak gość zgłosił gotowość, a później z pistoletem w garści zaczął zakładać ochronniki. No po prostu no comments. Gość już więcej nie strzelał.
    Dobra tak, czy owak broń z której strzelałem to był glauberyt (oczywiście bo niby co innego) ten najstarszy z rozkładanym chwytem przednim. Oczywiście strzelanie zakończone, oczywiście wszystko w celu i oczywiście na koniec popełniłem błąd. Najlepsze jest to, że już popełniając ten błąd wiedziałem, że go popełniam. Błąd polegał na tym, że po strzelaniu i sprawdzeniu broni oddałem strzał kontrolny „w stronę kulochwytu”, a przecież instruktor przed strzelaniem wyraźnie powiedział, że ma to być „CELOWANY strzał kontrolny”. No na szczęście instruktor zwrócił tylko uwagę i nie robił problemów.
    Z tego co się orientuję PM zaliczyli wszyscy. Kto chciał grać dalej (strzelba, karabin) musiał znaleźć sposób aby przemieścić się do Piask na otwartą strzelnicę 100m, bo na Grenadierów jest tylko 25m. To prawie 30 km, a nikt nas wcześniej o tym nie uprzedził!!! Ja na Grenadierów przyjechałem komunikacją miejską i nie miałem czym jechać za miasto. Na szczęście jako jedyny wśród zdających (przypominam, sami ochroniarze) wiedziałem, gdzie jest strzelnica, na której mamy strzelać, więc załapałem się na pilota.
    Ruszyliśmy do Piask i na miejscu znowu musieliśmy czekać trochę na komisję. We czterech strzeliliśmy sobie strzelbę i kałacha z postawy leżącej. Na koniec jeszcze pytanie, czy ktoś wnosi jakieś uwagi do przebiegu egzaminu i podpis na protokole i było po wszystkim. Miałem tylko jedną uwagę, której w protokole nie umieściłem, tylko sobie pomyślałem. Strzelanie ze strzelby powinno się odbywać do tarczy TS-3, a my strzelaliśmy do zwykłego francuza, ale co się będę czepiał. Ustawodawca wymyślił sobie strzelanie do tarczy, którą na rynku trudno znaleźć, albo sam zamówisz sobie druk w drukarni, albo tak jak moi egzaminatorzy musisz kombinować.
    Morał z mojej historii jest następujący: w Lublinie zdaje się dość łatwo, sporo zależy od składu komisji, najłatwiej odpaść na teście. Jeśli ktoś jest choć w minimalnym stopniu ostrzelany, to z resztą egzaminu nie powinien mieć problemu szczególnie w przypadku broni z trzema punktami podparcia (PM, strzelba, karabin). Na koniec mam taki mały postulat: powinno się zrezygnować ze strzelania karabinu leżąc na 50m, bo żeby nie zaliczyć tej części egzaminu, to trzeba strzelać z zamkniętymi oczami, albo drastycznie naruszyć zasady bezpieczeństwa, bo w innych przypadkach po prostu nie da się nie trafić.

  5. AvatarGUN-freedom

    Opis bardzo fajny, bardzo precyzyjny i niestety PRZYGNĘBIAJĄCY! Po prostu trepy cały czas traktują obywatela jak gówno. Co z tego, że zdany egzamin nie ma już zagrożenia „uznaniowością” skoro sam egzamin to PEŁNA UZNANIOWOŚĆ i braki w wiedzy egzaminatorów. PANOWIE wasze pensje płaci obywatel odrobinę szacunku i dobrej woli! Jak ktoś chce przejść tę uwłaczającą procedurę, wydać pieniądze by być w pełnie legalnym, zarejestrowanym i sprawdzonym użytkownikiem broni to znaczy, że z jego strony nie grozi nam jakieś niebezpieczeństwo- w końcu pewną gwarancję przybija psycholog, wy na egzaminie odsiewacie resztę- i tylko pewne rażące błędy powinny dyskwalifikować,a tak… dajecie komu chcecie. Mam nadzieję, że przyjdzie czas kiedy ktoś da Wam porządnego kopa w tyłek… to wy jesteście tu po to by „bronić i służyć” a nie komuś rozkazywać.

    1. AvatarGlaca

      Plus milion pińcet dla tego Pana. Widzę, że Policja celowo robi wszystko, żeby utrudnić zdobycie pozwolenia. Nie da się na etapie procedury administracyjnej to się ujebie na egzaminie. Co to za praktyka, żeby nazywać elementy mechanizmu spustowego… Dla mnie skandal. Zwłaszcza w momencie gdzie człowiek nie ma własnej broni BO WŁAŚNIE SIĘ DOPIERO O NIĄ STARA! To jak on ma znać dokładną budowę i nazwę wszystkich szczegółowych części? Podobnie ze strzelaniem do tarczy… po cholerę kolekcjonerowi wyniki punktowe liczyć? Co to ma do rzeczy?

  6. Avatarxmucio

    Mylisz się, pozwolenie kolekcjonerskie wystarczy. Właśnie się zapisałem na kurs w Krakowie, który odbędzie się w przyszłym miesiącu organizowany przez LOK. Nie należę i nigdy nie należałem do Lok ani PZSS. Prosto z ulicy, wystarczy cokolwiek co potwierdza, że potrafisz posługiwać się bronią, w moim przypadku pozwolenie kolekcjonerskie i badanie lekarskie o braku przeciwwskazań.

  7. AvatarLesław

    Nic się nie zmieniło w mentalności Policji. Za głębokiej komuny taka sama była „filozofia” egzaminu na prawo jazdy. Od zdającego wymagano znajomości szczegółowej budowy i zasad funkcjonowania silników jednosuwowych (bo po drogach jeździło się Trabantami i Syrenami) i dwusuwowych. I nikogo nie obchodził fakt, że zdający chce samochodem jeździć, a nie go naprawiać, bo od tego są warsztaty naprawcze. Przejście etapu „budowy silnika” było koszmarem i wielu tam poległo. Całe szczęście w końcu zniesiono ten absurd. Teraz, kiedy czytałem opis przebiegu tego egzaminu, miałem wrażenie, że jest to egzamin mistrzowski na rusznikarza, a nie na pozwolenie na broń. Najwyraźniej policyjny instruktor chciał „zaistnieć”.
    Pierwotnie w moich planach również była droga „pełnego kolekcjonerskiego”, lecz po dogłębnej analizie skali trudności, ocenie prawdopodobieństwa sukcesu i po kalkulacji kosztów jednak wybrałem „drogę sportową”, która okazała się być dziecinnie prosta.
    Zapisanie się do klubu strzeleckiego to kwestia 360 zł, jednego zdjęcia i 10 minut wolnego czasu.
    Zdanie egzaminu teoretycznego na patent to pestka: wystarczy znać (tzn. przeczytać więcej niż raz) UoBiA, kilka rozporządzeń oraz parę regulaminów PZSS i sukces gwarantowany. Egzamin praktyczny ze strzelania to sama przyjemność: oddaje się po pięć strzałów „na skupienie” i do rzutków. Żadnego rozkładania i składania broni, nazewnictwa części broni, żadnych tricków.
    Po uzyskaniu patentu strzeleckiego otrzymanie licencji zawodniczej to czysta formalność: składasz wniosek i po trzech tygodniach odbierasz papier. W sprzyjających okolicznościach czas niezbędny na uzyskanie członkostwa w klubie, patentu strzeleckiego i licencji zawodniczej to 4,5-5 miesięcy. Lecz niekiedy może być o 1-2 miesiące dłużej.
    I w ten sposób masz już wszystkie trzy elementy niezbędne do złożenia wniosku i uzyskania pozwolenia na broń do celów sportowych i na broń sportową do celów kolekcjonerskich. Dlatego zawsze polecam „drogę sportową”, która dodatkowo daje możliwość uzyskania również uprawnień prowadzącego strzelanie, co u „kolekcjonerów” nie jest możliwe.

    1. Avatarxmucio

      Drobne sprostowanie, kolekcjonerzy jak najbardziej mogą uzyskać papier prowadzącego strzelanie. Nic nie stoi na przeszkodzie, aczkolwiek PZSS wymaga patentu. Rozwiązaniem są kursy na prowadzącego strzelanie prowadzone przez LOK.

      1. AvatarLesław

        Drobne sprostowanie: Regulamin kursu na prowadzącego strzelanie PZSS, obowiązujący we wszystkich klubach zrzeszonych, wymaga patentu strzeleckiego i ważnej licencji zawodniczej (oraz ukończonych 21 lat). Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie aby strzelec sportowy był jednocześnie kolekcjonerem broni. Być może kluby, stowarzyszenia i organizacje nie zrzeszone w PZSS mają inne przepisy w sprawie kursu na prowadzącego strzelanie. Nie wiem, bo nie interesowałem się tym. Ale jedno wydaje mi się pewne, mianowicie że jednak gdzieś trzeba należeć, czy to klub PZSS lub koło PZŁ lub LOK lub Bractwo Kurkowe, i jakieś kwalifikacje strzeleckie trzeba posiadać aby móc wziąć udział w takim kursie. Nie sądzę aby LOK lub inne podmioty przyjęli na kurs człowieka „z ulicy”, bez żadnych warunków wstępnych. Więc tak czy owak lepiej żeby „kolekcjoner” należał do jakiegoś klubu strzeleckiego, jeżeli myśli o dalszym rozwoju.
        Drugie drobne sprostowanie: Trabant i Syrena miały silniki dwusuwowe, a inne pojazdy czterosuwowe. Coś mi się pokiełbasiło podczas pisania.

        1. Avatarxmucio

          Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zrobić kurs z ulicy. Wiem, bo jedni znajomi niedawno robili, inni kilka lat temu i nic się nie zmieniło. Niestety LOK robi rzadko kursy, kilka razy w ciągu roku, ale wystarczy sprawdzać/szukać na bieżąco i się w końcu trafi. Uprawnienia LOKowskie nie wymagają żadnych składek, przedłużania czegokolwiek, nadawane są dożywotnio.

          1. AvatarLesław

            Nie chce mi się wierzyć, że osoba nie posiadająca żadnych udokumentowanych kwalifikacji w strzelaniu z broni palnej, w postaci patentu strzeleckiego, zaświadczenia o ukończonym kursie strzeleckim lub innym tego typu, jest przyjmowana na kurs prowadzącego strzelanie i uzyskuje takie uprawnienia. To tak, jakby instruktorem nauki jazdy została osoba, która nie potrafi prowadzić samochodu i nie posiada prawa jazdy.
            A co jeśli taki „prowadzący” w ogóle nie miał broni palnej w ręce i nie potrafi się nią posługiwać? Jak w takim przypadku może nadzorować strzelanie innych osób i czuwać nad bezpieczeństwem użytkowników strzelnicy?
            Uprawnienia prowadzącego strzelanie są kwalifikacją wyższą, nadrzędną w stosunku do patentu lub kursu strzeleckiego. Dlatego najpierw trzeba ukończyć szkołę podstawową aby następnie podjąć naukę w szkole średniej i uzyskać maturę.
            Myślę kolego, że chyba nie bardzo wiesz co to są uprawnienia prowadzącego strzelanie. Takie uprawnienia NIGDZIE nie wymagają żadnych składek, przedłużania czegokolwiek i zawsze są przyznawane dożywotnio (poza trenerami i sędziami strzelectwa, w określonych przypadkach).

          2. AvatarMarcinS

            LOK nadaje uprawnienia prowadzącego strzelanie osobno na 1) pistolet, karabin
            2) strzelba, broń maszynowa (tak to chyba nazywają).
            Podczas ostatniego kursu dali mi wybór pokazuję patent i mogę robić kurs w zakresie 1) i 2) albo nie pokazuję i mogę tylko 1).

    2. AvatarGUN-freedom

      Bo w PZSS dostają kasę z to, że Ty jesteś członkiem PZSS i odnawiasz licencję, startowe robisz i kasa sie kręci. A Policjant z komisji ma płacone za… BYCIE W KOMISJI!!! Więc będą uwalać do woli i co im zrobisz. Niby miała zniknąć uznaniowość i co- trep uznaje jak mu się podoba (wymyśla jakieśtam zespoły suwadła- podczas gdy IŻ będzie miał inne rozwiązanie, Moseberg inne itd. a nauczyć się swojej broni ma użytkownik)? Żeby to były rażące błędy, żeby to było jakieś karygodne złamanie zasad bezpieczeństwa… nie, po prostu pan z komisji sam nie zna się na temacie, o elaboracji amunicji, skokach gwintu, wagach amunicji, jej doborze nie ma zielonego pojęcia, a często poucza ludzi, którzy wystrzelali tonę amunicji w klubach, LOK czy gdzieśtam, a tylko papierka chcą. Trepom z Policji/Milicji to tylko jedno do łba wchodzi- kara finansowa, odebranie premii albo lepiej przywilejów emerytalnych. Jeden cios finansowy każdy Chuck Norris z Milicji leży jak dziecko…albo chodzi jak w zegarku. Szkoda, że weryfikacja i sprawdzanie wyszkolenia strzeleckiego nie tyczy sie w ten sam sposób Milicjantów.. ku-wa 10 czy tam 13 strzałów rocznie… Jakbym miał jechać na strzelnicę i strzelić tylko 13 razy, to bym sobie wolał Klan obejrzeć ;-)

      1. AvatarWojtek

        18 zdaje sie.
        A będąc złośliwym. Najwidoczniej z tego powodu Pan – tfu_ instruktor strzelecki z policji buja się po egzaminach, bo przy takim limicie amunicji dla policjanta na szkolenia na cały rok, to w jednostkach nie ma co robić.
        Może by go tak po prostu posłać, na ulicę do patrolu.

  8. AvatarGrzegorz

    Fajnie, że się Kolega z nami podzielił swoją przygodą. Sam stoję przed dylematem czy robić „pełne kolekcjonerskie” czy na bazie obecnych uprawnień (łowieckie). Jednak puki co się wstrzymam bo nie wiadomo co te EUro głupki nawywijają.

    1. AvatarJacek R

      Grzegorzu, ja robiłem pełne kolekcjonerskie, a mam też uprawnienia łowieckie. Egzamin teoretyczny mnie nie ominął, ale za to nie musiałem zdawać egzaminu z centralnego zapłonu (ani z gwintowanej ani z gładkiej) mimo, iż uprawnienia łowiecki ograniczają nas co do kalibru i energii pocisku. Praktyczny egzamin zdawałem tylko z bocznego zapłonu. Egzamin był banalny (Poznań), żądnej obsługi, żadnych pytań tylko ładować i strzelać. Poza tym też długo oczekiwałem na skierowanie mnie na egzamin praktyczny z powodu braku broni bocznego zapłonu na stanie. Wydaje mi się, że jeżeli złożysz wniosek na centralny zapłon z lufami gwintowanymi od 5,6 do 12 i na centralny z gładkimi to powinien ominąć Cię egzamin praktyczny. Przynajmniej tak do tego podeszła u mnie KWP. A wiadomo, że wtedy można kupić nawet pistolet do którego pozwolenie do celów łowieckich nie uprawnia. Ale co komenda to inne podejście. Życzę powodzenia i pozdrawiam!

Dodaj komentarz