Braterstwo.eu

Ogólnopolskie Stowarzyszenie Strzelecko-Kolekcjonerskie

Hej! Jesteś niezalogowany/a. Zaloguj się.


TForum >> Ogłoszenia >> Praktyka egzaminu na pozwolenie kolekcjonerskie

Wpis 'Praktyka egzaminu na pozwolenie kolekcjonerskie'
Avatar
23.11.2015 19:17
Dziś gościnny wpis kolegi ze Stowarzyszenia, któremu udało się wreszcie przejść całą drogę uzyskania pozwolenia do celów kolekcjonerskich w pełnym zakresie. Ta droga nie jest polecana dla innych, a oto dlaczego:

W końcu udało się zakończyć sprawę sukcesem (30 szt. zgodnie z wnioskiem, broni palnej do celów kolekcjonerskich z wyłączeniem broni szczególnie niebezpiecznej oraz broni bocznego zapłonu z lufami gwintowanymi o kalibrze do 6mm).

Finalnie przestałem się upierać na egzamin "starym trybem". W obawie o niewystarczający punktowo wynik z bocznego zapłonu (skupienie poza środkiem tarczy) wysłałem zapytanie do WPA o to, czy w razie nie zaliczenia strzelania z jednego typu broni można dostać pozwolenie na pozostałe, czy cały egzamin "leży". W odpowiedzi dostałem lekko chaotyczny bełkot (poniżej), z którego wywnioskowałem, że cały egzamin leży. 

W odpowiedzi na Pańskie zapytanie uprzejmie informuję, że, zgodnie z Pana wnioskiem z dnia 13.02.2015 r. przedmiotem toczącego się postępowania administracyjnego jest wydanie pozwolenia na broń palna do celów kolekcjonerskich.
Art. 10 ust. 4 pkt. 7 ustawy z dnia 21 maja 1999 r. o broni i amunicji (Dz. U. z 2012 r., poz. 576) określa rodzaje broni do posiadania których uprawnia pozwolenie na broń wydane do celów kolekcjonerskich i z takich też rodzajów broni zostanie przeprowadzony egzamin.
Egzamin przeprowadzany jest w całości z wnioskowanego rodzaju broni. W przypadku zmiany, bądź zawężenia przedmiotu postępowania (np. rodzaju broni ) winien Pan wystąpić ze stosownym wnioskiem w toku postępowania administracyjnego, jednakże przed rozpoczęciem egzaminu.
Z uwagi na fakt, iż składany przez Pana egzamin poprawkowy będzie wyłącznie egzaminem praktycznym – obejmującym sprawdzenie przestrzegania szczegółowych zasad zachowania bezpieczeństwa na strzelnicy, umiejętności prawidłowego rozkładania i składania, ładowania i rozładowywania danej broni, postępowania z bronią niesprawną (…) oraz sprawdzianu strzeleckiego z użycia danego rodzaju broni ewentualny wniosek dotyczący zmiany rodzaju broni należy złożyć przed przystąpieniem do egzaminu.

Jednocześnie informuję, że zgodnie z § 7 ust. 2 rozporządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 20.03.2000r. w sprawie egzaminu ze znajomości przepisów dotyczących posiadania broni oraz umiejętności posługiwania się bronią (Dz.U. Z 2000 r. Nr 19 poz. 241 ze zm.) przed rozpoczęciem egzaminu komisja informuje zdającego o możliwości wpisania przez niego do protokołu uwag dotyczących przebiegu egzaminu, w tym o możliwości zgłoszenia wniosku o egzamin poprawkowy.


Wykreśliłem zatem broń bocznego zapłonu z wniosku i czekałem kolejne kilka miesięcy na przydzielenie terminu egzaminu, aż w końcu otrzymałem informację, że 12 listopada przyjdzie mi zmierzyć się z częścią praktyczną po raz kolejny. Na plus, że w liście z informacją o terminie egzaminu napisane były konkretne modele broni, na których zostanie przeprowadzony egzamin.

W przypadku ubiegania się przez Pana o pozwolenie na broń do celów kolekcjonerskich egzamin zostanie przeprowadzony w oparciu o następujące modele broni:
- pistolet WALTHER P-99
- pistolet gazowy WALTHER P22
- strzelba gładkolufowa "Imperator"
- karabin - sztucer CZ 550 kal. 30-06 Springfield


Tym razem zdecydowanie dużo więcej czasu poświęciłem na naukę praktycznie wszystkiego o co mogą zapytać, czyli zasady działania broni, szczegółową budowę itp. Szczególną uwagę zwróciłem na materiały szkoleniowe przeznaczone dla policji, które krążą w internecie. Spędziłem też paręnaście godzin na strzelnicy w Ząbkowicach Śląskich (wielkie dzięki za wszystko, bez was na pewno by się nie udało), gdzie koledzy pomogli mi doszlifować umiejętności strzeleckie oraz przygotować się do egzaminu.

W końcu kalendarz pokazał dwunastego listopada i wyruszyłem na strzelnicę PZŁ przy ul. Wodzisławskiej 10B, gdzie miał odbyć się egzamin. Przed wejściem spotkałem dwie osoby, które również oczekiwały na egzamin (cel kolekcjonerski), ale łącznie z teorią. Gdy zjawiła się komisja, udaliśmy się do sali, gdzie zostały nam przedstawione zasady, a mnie wyprosili z sali na chwilę, ponieważ teorię miałem już zaliczoną. Po kilkunastu minutach koledzy wyszli z sali, lekko poddenerwowani, gdyż nie byli pewni swoich odpowiedzi w 100%, lecz niepotrzebnie. Obydwoje przeszli dalej. Z tego co rozmawialiśmy, pytania były bardzo podobne (jak nie identyczne) do tych, które ja miałem i padały już nie raz na forum. Nie było nic podchwytliwego albo specjalnie wyszukanego. Wystarczy znać (nie przeczytać) UoBiA i nie powinno być większych problemów. Chwila przerwy, podczas której przewodniczący komisji nie dość, że okazał się być człowiekiem, to na dodatek życzliwym i sympatycznym i nie piszę tego z ironią w tym momencie. Widać było, że zależało mu abyśmy zdali ten egzamin, co mnie z resztą mocno zaskoczyło.

Na pierwszy ogień poszedł kolega. Nie było go kilka minut, po czym wyszedł lekko blady, ale z małym uśmiechem na ustach. Przyszła pora na mnie, wchodzę i losuję zestaw pytań. Komisja składała się z instruktora, z którym w zasadzie wyłącznie rozmawiałem i dwóch policjantów, którzy przyglądali się. Były trzy, proste i oczywiste pytania, lecz niestety tylko na pierwszy rzut oka. Pierwsze pytanie (trochę inaczej brzmiało, ale sens ten sam) "gdzie na strzelnicy możemy celować i strzelać?". Odpowiadam zgodnie z wzorcowym regulaminem strzelnic, że celować możemy na stanowiskach treningowych wyznaczonych przez prowadzącego trening strzelecki, a celować I strzelać możemy tylko na stanowisku strzeleckim wyznaczonym przez prowadzącego strzelanie. Zostałem poproszony o przemyślenie swojej odpowiedzi. Przez moment całkowicie zgłupiałem i zastanawiałem się czy powinienem wrócić do szkoły podstawowej po dodatkowe lekcje czytania... Czytam raz jeszcze, bardzo powoli, dokładnie i przychodzi mi taka sama odpowiedź na myśl, po chwili jednak zwracam uwagę na magiczny znak alfabetyczny zawarty pomiędzy "celować", a "strzelać", który wygląda jakoś tak "i". Odpowiadam zatem, że celować I strzelać możemy tylko i wyłącznie na stanowisku strzeleckim wyznaczonym przez prowadzącego strzelanie. Jackpot, właśnie trafiłem główną wygraną, czyli możliwość odpowiedzi na kolejne pytanie. Dziękuję, dziękuję, nie trzeba owacji. Ciekawi mnie fakt, iż na pierwszym egzaminie odpowiedziałem dokładnie tak jak oczekiwali ode mnie na poprawie, czyli nie wspomniałem o stanowiskach treningowych (miałem to samo pytanie), za co wtedy dostałem naganę i musiałem uzupełnić swoją wypowiedź. Wniosek? Sami wyciągnijcie.

Drugie pytanie odnośnie wprowadzania zwierząt na strzelnicy. Zacytowałem dosłownie regulamin, tym razem o dziwo, trafiłem od razu w klucz egzaminatora.

Trzecie pytanie to w zasadzie pytanie-zadanie, czyli wybór broni, nazwanie części i rozbieranie, a na końcu składanie. Wybrałem P99, którego rozkładałem paręnaście razy wcześniej. Oczywiście zacząłem standardowo z pytaniem o bezpieczne miejsce (kulochwyt), sprawdziłem broń czy aby na pewno nie jest naładowana i przystąpiłem do rozbierania. Pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się (chyba w lekkich nerwach, bo atmosfera po pytaniach była mocno napięta, przynajmniej z mojej strony), że miałem problem z rozłożeniem. Chyba delikatnie za mocno odciągnąłem zamek do tyłu i napięła się iglica, na szczęście jest decocker, z którego skorzystałem i przy kolejnej próbie poszło gładko. Nazwałem elementy, złożyłem broń i uwaga, sprawdziłem działanie poprzez klasyczne pociągnięcie za język spustowy (osobiście raczej szkoda by mi było iglicy, skorzystał bym z decockera, ale że w materiałach szkoleniowych ze szkółek policyjnych znalazłem taką procedurę to tak też zrobiłem, o czym z resztą głośno wspomniałem). Instruktor oburzony poinformował mnie, że dla niego egzamin się już skończył, a ja nie potrafię obsługiwać się bronią. Podobno nie miałem prawa oddać suchego strzału, w P99 jest to niezgodne z instrukcją i za tak karygodny błąd powinienem wypolerować wszystkie Walthery w dolnośląskich komendach... Do akcji przystąpił przewodniczący komisji i po raz kolejny mogłem przemyśleć swoje postępowanie, tym razem rozbierając Imperatora. Zacząłem więc analogicznie, broń sprawdzona, rozebrałem wszystko po drodze i wyciągam zamek. Pytam czy mam go też rozbierać (wyciągnąć iglicę). Uzyskałem odpowiedz, że mam go tak rozebrać jakbym chciał go w domu wyczyścić. Ok, zatem pierwszy raz w życiu próbuję rozebrać zamek od pompki, bogaty jedynie w "bardzo wiarygodne źródło wiedzy" jakim jest youtube i "niesamowicie czytelna i przejrzysta" instrukcja od Fabarmu. Chwila prawdy i okazało się, że jednak youtube może okazać się w życiu przydatny. Broń rozebrana, brak uwag, hurra, udało się. "Proszę nazwać poszczególne części broni", ok nie ma problemu, easy jak to mówią znajomi zza wielkiej kałuży. Zaczynam dzielnie wymieniać: zespół lufy, zespół przesuwny, ..., "jaki zespół przesuwny? konkretnie proszę", po chwili namysłu odpowiadam suwadło. "Nie proszę pana to jest suwadło z szynami suwadła jak już." Zaczyna się robić bardzo nerwowo, powoli mój stres związany z egzaminem zaczyna przeradzać się w poirytowanie. Otrzymuję kolejne prośbo-pytania tym razem o wskazanie donośnika, podajnika, rozdzielacza, ustalacza itp. Na szczęście spędziłem parę wieczorów z licznymi rysunkami i udało się zniweczyć plany wykazania mojej nieznajomości broni i pozwolono mi złożyć strzelbę z powrotem. Chwila zawahania czy aby na pewno mogę sprawdzić mechanizm spustowo-uderzeniowy po zakończonym składaniu broni, zaryzykowałem, uff kolana całe, nikt mnie nie postrzelił, mogę usiąść.

Pora na werdykt. Okazało się, że dość młody policjant potrafi jednak mówić, co udowodnił głośnym i entuzjastycznym "Jestem na TAK". Opinię instruktora poznałem już wcześniej, więc na szczęście nie musiał się odzywać. Przewodniczący komisji po długim namyśle, stwierdził, że chyba warto dać mi szansę na strzelanie. W tamtej chwili wcale mnie to jakoś nie ucieszyło, prawdę mówiąc odechciało mi się strzelać na moment.

Wychodzę na korytarz, wchodzi trzeci kolega. w międzyczasie rozmawiam z poprzednim i dowiaduję się, że sytuacja wyglądała bardzo podobnie. Instruktor udowodnił koledze, że broń powinien co najwyżej pooglądać w książkach. Podobno pytał o szczegółową budowę mechanizmu spustowo-uderzeniowego i o ile dobrze zrozumiałem o sprężyny w nim występujące. Nasunęła mi się błyskotliwa myśl "ciekawe jakie elementy broni potrafi wymienić przeciętny polski policjant...". Wychodzi trzeci kolega, również został dopuszczony do strzelania. Etap pierwszy za nami. Idziemy na oś.

Szybkie BHP, po czym dowiadujemy się, że zaczynamy strzelać z pistoletu centralnego zapłonu, jeden po drugim (mamy tylko jedne stanowisko do dyspozycji). Pobieramy amunicję, kwitujemy i czekamy. Pierwszy idzie kolega i wykonuje grzecznie kolejne polecenia, "przygotować się do strzelania", "magazynek sześcioma ładuj", "ognia!!!", "rozładuj broń", po czym instruktor poinformował o sprawdzeniu komory nabojowej i dalej nie pada żadna instrukcja. Gdy kolega próbował odłożyć P99 z otwartą komorą został upomniany, aby zastanowił się co robi i ten na szczęście dostał olśnienia, że chyba oczekiwano od niego zrzucenie zamka i skorzystanie z decockera, a dopiero następnie odłożenie broni z zamkniętą komorą. Udało się, padła komenda, że można podejść do tarczy. Kolega wraca z uśmiechem na twarzy i oznajmia radośnie "41/60". Moja kolej. Podchodzę i wykonuję kolejne polecenia, zwracając uwagę na przecinki w wypowiedzi instruktora (prowadzącego strzelanie), czekam w gotowości z załadowanym magazynkiem w ręce, po czym do moich uszu dobiega krzyk prowadzącego "ognia!!!". Podpinam magazynek, przeładowuję broń i przymierzam się do strzału, cel namierzony, ciągnę powoli za spust, "o k**** on się nie kończy, to na pewno AS", pierwszy strzał zdecydowanie nie na szóstkę, choć trafiłem "6". Nie dobrze, skupiam się bardziej, oddycham głęboko, nie spieszę się i oddaję kolejne pięć strzałów, po czym zgodnie z życzeniami instruktora odkładam broń z zamkniętą komorą (oczywiście po wcześniejszym sprawdzeniu) i powoli zmierzamy do tarczy. Koniec końców, nie było tak źle, bo ustrzeliłem 3x10, 2x9, 1x6 co daje 54/60 pkt. Następny kolega nie miał tyle szczęścia, trochę go porozrzucało po tarczy i naliczyli mu tylko 21/60 pkt.

Zostało nas dwóch i przyszła kolej na strzelanie z broni alarmowej. Atmosfera się trochę rozluźniła, trochę śmiechu było przy okazji żartów ze skupieniem na tarczy z amunicji hukowej. Po czym kolega wziął do ręki P22 na naboje 9mm PAK, załadował broń i dumnie skierował lufę w stronę tarczy po czym pociągnął za spust niczym rewolwerowiec z dzikiego zachodu, a tu cisza. Następna próba i dalej cisza. "To pewnie zacięcie", pomyślał z pewnością i bez wahania przeładował broń. "Ups, dalej nie strzela, coś na pewno jest nie w porządku". Szybki rzut na szkielet, "a co to za ustrojstwo tutaj z boku, może warto to delikatnie obrócić i spróbować jeszcze raz? Działa!" Nastąpiły szybkie dwa strzały po czym spojrzenie na instruktora. Dalej odlicza czas. To może by tak podnieść szybko ostatni nabój i załadować go ponownie. Udało się, w przestrzeni rozległ się kolejny huk. Po kolejnej dłuższej chwili namysłu, komisja stwierdziła, że to z pewnością było zacięcie i warto dać koledze jeszcze strzelbę do ręki. Trochę zgłodniałem w międzyczasie więc postanowiłem załatwić sprawę bez zbędnej zwłoki, jeden głośny huk, trzy łuski wyleciały, zrzucam zamek, powoli opuszczam kurek, zabezpieczam broń, nie ma uwag.

Przyszła pora na strzelbę. Profilaktycznie przypominam koledze przed strzelaniem o bezpieczniku spustowym i zatrzasku suwadła, tak na wszelki wypadek. Kolega podszedł do stanowiska, załadował Imperatora, przymierzył się do tarczy, a tu znowu niespodzianka. Imperator też nie chcę współpracować, "to na pewno kolejne zacięcie, kurczę trzeba mieć naprawdę pecha! Ale zaraz, nie da się przeładować, co tu robić, co tu robić, o jest jakiś przycisk na dole, ciekawe co się stanie jak go nacisnę, o, udało się, suwadło działa. Teraz to im pokaże jak się strzela w stodołę, ha! Znowu zacięcie? Nie no nie wierzę, to jakiś koszmar." Nagle słychać dźwięk odbijającego się od posadzki naboju. "Dalej nie działa, o matko, zaraz mi się czas skończy! Zaraz chwila, jest tu jeszcze jeden przycisk", chwilę potem w powietrzu poczuć można wspaniały zapach prochu, jeszcze raz, chwila przerwy i już po raz ostatni. Komisja lekko poirytowana zaczyna myśleć nad dalszym postępowaniem, aczkolwiek niepotrzebnie, problem rozwiązał się sam. W stodole znaleźć można było tylko jedną dziurę po kuli. Zostałem sam. "Niech pan się postara, ktoś musi dzisiaj zdać." Posłuchałem rady i posłałem kolejne trzy kule w stronę stodoły, tym razem celne. Odkładam broń z otwartą komorą, oczywiście zabezpieczoną.

Ufff, jeszcze tylko podziurawić "francuza", ale zaraz, chwila jesteśmy na osi 25m, a potrzebujemy 50m. Pół godziny przerwy i przenosiny na nową oś. Instruktor idzie zawiesić "francuza", który o dziwo jest czarny i jeszcze nie został zbanowany przez KE. Myślę, że od przyszłego roku o ile jeszcze "francuzy" będą potrzebne, będą białe na czarnym tle, tak na wszelki wypadek, żeby nie urazić naszych nieco ciemniejszych braci. Rozwijam sobie matę, biorę CZ550 do ręki i chociaż jest mi to zbędne to z ciekawości pytam, czy mogę dostać jakąś podpórkę. "Jasne, nie ma sprawy", po czym przewodniczący komisji przynosi mi podpórkę i rozkłada przed stanowiskiem. Sprawdzam czy jest w miarę komfortowo po czym stwierdzam, że jestem gotowy do strzelania. "Ognia!!!", odbezpieczam broń, wrzucam pierwszy nabój, po czym dobijam go zamkiem i bez wahania oddaję pierwszy strzał. Gazy wylotowe przed stanowiskiem zafundowały mi małą burzę piaskową, ale co tam. Następny strzał i następny i tak jeszcze siedem razy. Zabezpieczam broń i zostawiam z otwartą komorą, po czym zmierzamy do tarczy. Początkowo przerażenie, zostało parę metrów a dziur nie widać. Na szczęście podchodząc całkiem blisko udało się naliczyć 10/10 dziurek po 30-06.

- "Proszę się podpisać, wnosi pan uwagi?"
- "Nie."
- "Gratuluję."
- "Dziękuję, do widzenia, miłego dnia".

W końcu mogłem zjeść obiad.





Podsumowując całą drogę, może kilka dat:
13.02.15 - złożony wniosek
26.03.15 - pierwszy egzamin (niezaliczona praktyka)
31.03.15 - zawieszenie postępowania (praca w delegacji)
23.05.15 - wejście w życie rozporządzenia z dnia 17 kwietnia 2015 roku. zmieniające rozporządzenie w sprawie egzaminu ze znajomości przepisów dotyczących posiadania broni oraz umiejętności posługiwania się bronią.
22.06.15 - odwieszenie postępowania
12.11.15 - powtórkowy egzamin
23.11.15 - otrzymanie decyzji

Razem 283 dni. Komisja egzaminacyjna na egzaminie powtórkowym przeprosiła za tak długo ciągnącą się sprawę, argumentując, że zwłoka spowodowana była brakiem broni bocznego zapłonu na wyposażeniu policji. W każdym razie teraz już mają kupioną i powinno być szybciej. To był pierwszy egzamin na nowych zasadach we Wrocławiu. Oprócz mnie dwie osoby były po raz pierwszy na ten sam cel, które wniosek składały też w lutym.

Czy było warto? Było warto, aczkolwiek gdybym miał przechodzić całą drogę jeszcze raz, na pewno zdecydowałbym się na "drogę sportową". Nie twierdzę, że droga kolekcjonerska jest nie do zrobienia, bo udowodniłem, że zaczynając od zera, można zdobyć papiery, ale jest to dość trudne, wymaga dużego zaangażowania, czasu i raczej skierowane dla osób, które mają sporą wiedzę i obycie z bronią. Jeżeli nie jest się "biegłym" w tematach związanych z bronią dużo zależy od szczęścia na jaką komisję egzaminacyjną trafimy. Samo strzelanie na egzaminie praktycznym w zakresie broni centralnego zapłonu nie jest trudne i wystarczy trochę postrzelać wcześniej, żeby zaliczyć. Z bocznym zapłonem może być różnie. Zapytałem dla następców, czy pistolet BZ można trzymać oburącz, czy trzeba w jednej (sportowo) i dowiedziałem się, że skoro ustawa nie zabrania to można oburącz.

Współczuję wszystkim, którzy dotrwali do końca i byli w stanie to przeczytać. Mam nadzieję, że was nie zanudziłem.


TForum >> Ogłoszenia >> Praktyka egzaminu na pozwolenie kolekcjonerskie

^^