Braterstwo.eu

Ogólnopolskie Stowarzyszenie Strzelecko-Kolekcjonerskie

Hej! Jesteś niezalogowany/a. Zaloguj się.


TForum >> Ogłoszenia >> Jak trudny jest egzamin przeprowadzany przez Policję?

Wpis 'Jak trudny jest egzamin przeprowadzany przez Policję?'
Avatar
21.10.2016 11:55
Dużo osób zastanawia się, czy iść drogą zwykłego pozwolenia do celów kolekcjonerskich w pełnym zakresie, czy wybrać polecaną przez wielu (także przez nas) drogę pozwolenia do celów sportowych oraz pozwolenia do celów kolekcjonerskich ograniczonego do broni sportowej. Głównym argumentem za polecaną przez nas drogą jest uniknięcie egzaminu przed Policją. Ale czy ten egzamin może być rzeczywiście aż taki trudny?

Publikowaliśmy już długi opis takiego egzaminu, dziś mamy dla Was kolejną relację z WPA Wrocław. Wnioski są jednoznaczne: Policja nie widzi potrzeby wydawania pozwoleń na broń i stara się ograniczać ilość tych pozwoleń. Także organizując egzaminy polegające głównie na uwalaniu podchodzących do nich ludzi. W dzisiejszej historii na 16 egzaminowanych tylko jedna osoba zdała. Niestety, nie był to autor relacji.

W komentarzu pojawiła się inna relacja, tym razem ze Szczecina. Było mniej podchwytliwie, ale autor komentarza także oblał pierwszy termin, a na drugim zdał jako jedyny na 4 podchodzące osoby. Sporo tych negatywnych opowieści się zbiera.

Relacja z egzaminu (pogrubienia są moje, nie autora)
Część teoretyczna:
przystąpiło 11 osób, 3 kolekcjonerów i 8 na dopuszczenie. Zdało 3 kolekcjonerów i 1 przyszły ochroniarz.
Pytania standardowe, ani trudne ani łatwe -- ile dni na rejestrację, na ile lat EKB, na jaką broń nie może być wydane pozwolenie kolekcjonerskie itp. Koledzy i koleżanki na dopuszczenie polegli głównie na pytaniu o art. 30 UoBiA, ale nie pamiętam dokładnie treści.
Po sprawdzeniu wzywali kolejno do sali, podawali wynik, w przypadku zdania informacja "do zobaczenia za pół godziny na strzelnicy".

Część praktyczna:
oprócz 4 osób z teorii, czekało około 5 poprawkowiczów. Komisja przyjechała ostatnia, sprawdzili obecność i wytłumaczyli co i jak. Najpierw część praktyczno-teoretyczna, tj. pytania o regulamin strzelnicy i rozkładanie broni. Pojedynczo, najpierw ci którzy pierwszy raz. Pierwszy kolega kolekcjoner niestety uwalił. Potem ja -- wylosowałem zestaw pytań:
1. Gdzie i na czyje polecenie można na strzelnicy wyjmować broń i gdzie, na czyje polecenie można celować i strzelać?
2. Czy i na jakich warunkach na strzelnicy mogą przebywać zwierzęta i dzieci (tutaj zacytowałem słowo w słowo wzorcowy regulamin i zostałem pochwalony za użycie słowa "nadzór" a nie "pilnowanie" czy inne)?
3. Wybrać dowolną broń, omówić warunki bezpiecznego posługiwania się, ładowania, (...) oraz rozłożyć i nazwać części.

Na stole leżały pistolety: P99, Glock 17, Margolin, P22. Z długiej Glauberyt, kałach, kbks i CZ550. Wybrałem P99 i tutaj od razu ciekawostka:
W piśmie z WPA dostałem informację że praktyka będzie z P99. Na karcie egzaminacyjnej, już na teorii, każdy przy nazwisku miał wypisane rodzaje broni i u mnie był Glock 17. Okazało się, że po aferze z pękającą iglicą wycofali P99 z egzaminów dla cywilów i zastąpili do odwołania Glockiem.
Jednak P99 był dostępny do rozkładania. Oczywiście zanim dotknąłem broni, zapytałem o kierunek bezpieczny (co spotkało się z aprobatą), jednak okazało się że odchylenia nawet o kilka stopni przy odłączaniu magazynka powodują komentarze instruktora: "lufa na kulochwyt!".
Sprawdziłem magazynek, komorę nabojową i przystąpiłem do rozkładania. Rozłożyłem, nazwałem części (instruktor przypomniał mi o magazynku), złożyłem. Trzeba uważać na niuanse typu: broń jest rozładowana, bezpieczna czy zabezpieczona? Zespół lufy, lufa czy lufa z komorą nabojową? Sprawdzenie działania mechanizmu spustowo-uderzeniowego, czy sprawdzenie poprawności złożenia broni? No i oczywiście zwolnienie iglicy decockerem w P99.

Okazało się, że jedna sztuka nie wystarczy. Poprosiłem o Margolina, ale komisja chciała żebym rozłożył długą broń, więc wybrałem Imperatora. Instruktor cicho skomentował, że on by wziął sztucer bo to dwa ruchy i po robocie, ale już trudno. Rozkładam pompkę, wcześniej sprawdzając komorę nabojową, podajnik i do góry nogami magazynek. Obyło się bez rozbierania zamka ani bez wyjmowania mechanizmu spustowego. Nazwałem części, zapomniałem o nakrętce magazynka, o czym znów przypomniał mi instruktor. Złożyłem, oddałem strzał kontrolny i odłożyłem na stół. Werdykt: "no, trzy minus". Ważne, że będę mógł strzelać.

Kolejni koledzy podchodzą, bardziej oblewają niż zdają, reszta czeka i marznie na wietrznej strzelnicy w Wołowie. Dwóch czy trzech kolegów oblało przy próbie załadowania do Glocka czy P99 amunicji Makarow. Jak to? Ano tak, że na stole leżała garść nabojów, wymieszane 9x18 z 9x19, ciekawe czy przypadkiem. Wreszcie skończyła się część praktyczno-teoretyczna, do strzelania przetrwało nas czterech. Odległości odmierzone, amunicyjny gotowy do wydawania, tarcze powieszone. Krótkie szkolenie z zasad bezpieczeństwa i obowiązków strzelającego, krótki pokaz kolejnych czynności (załadować magazynek, ubrać ochronniki wzroku i słuchu, przybrać postawę, przygotować się do strzelania, OGNIA!, rozładować do przejrzenia, odłożyć).

Strzelanie w kolejności z rozporządzenia, czyli Glock z 15m do tarczy TS-2 na początek. Pierwszy kolega uzyskał równo 35 pkt, potem ja 44, kolejnych dwóch niestety rozrzuciło po tarczy i musieli się z nami pożegnać. Z kolekcjonerów zostałem sam, a szczęśliwy kolega z 35 pkt był tym, który jako jedyny tego dnia zdał teorię na dopuszczenie. Następnie peem z 25m do Francuza, którego z powodzeniem strzelił kolega ochroniarz (9/10). Potem strzelba, tarcza TS-3 czyli drzwi od stodoły (a raczej sylwetka człowieka 0,5mx1,70m). Nie sposób nie trafić, obaj zrobiliśmy po 3 dziury. Tutaj kolega ochroniarz zakończył egzamin i odjechał ucieszony.

Zostałem sam na placu boju, przede mną jeszcze sztucer i boczny zapłon. Zapytałem o możliwość skorzystania z podpórki, okazało się że można, ale trzeba mieć swoją. Instruktor miał swoją karimatę, ja swoją więc na jednej się położyłem a na drugiej zwiniętej oparłem karabin. Okazało się za nisko, co tu robić? Mówię, że mam w aucie skrzynkę na narzędzia - no to leć pan! Poleciałem, ułożyłem skrzynkę, karimatę i miałem piękną podpórkę. Zacząłem strzelanie z ładowaniem po jednym naboju prosto do komory. Coś mi słabo poszło, bo 7 dziur we Franzucie było pewnych i jedna "na granicy", jednak instruktor okazał się człowiekiem i uznał 8/10.

Jeszcze Margolin i kbks. Co do Margolina to zapytałem czy przyrządy celownicze są ustawione "w cel" czy jak to w broni sportowej, "pod cel". Instruktor nie wiedział, ale podobno ludzie z niego strzelali "w cel" i trafiali. Będąc niepewnym, celowałem w dolną "8" na tarczy i to mnie zgubiło. Przestrzeliny były wyraźnie nad czarnym", czyli pistolet był ustawiony na "pod cel". 33 pkt na 35 wymaganych i mogę podpisywać protokół. Naciągnąć się też nie dało (jeden kolega poprzednio miał 34/35 z Glocka i też uwalił). Panowie z komisji orzekli, że nie mogę zrezygnować z pozwolenia na broń bocznego zapłonu w trakcie egzaminu, więc jedynym wyjściem jest poprawka. Wciąż nie jestem pewien, gdzie przepisy mówią o tym, że jeden typ broni może uwalić cały egzamin mimo pozytywnej całej reszty.

I to by było na tyle, prawdopodobnie wykreślę boczny zapłon z wniosku i podejdę do egzaminu poprawkowego 15. grudnia.
Koniec


Opis pochodzi z wątku na zacnym forum-bron.pl, które polecam odwiedzać. W wątku wywiązała się dyskusja i autor relacji dopisał kolejne szczegóły:

Dodatkowe szczegóły od autora relacji:
Na strzały próbne nie było szans. Panowie z komisji kazali nam nawet zbierać po sobie łuski i im oddać, bo "muszą się rozliczyć". Po moim pytaniu czy mogę zrezygnować z niezaliczonej bz, powiedzieli że nie da rady, bo amunicja już wystrzelana i co, jak oni się rozliczą.
Słaby wynik z MCM to ewidentnie mój błąd, nie ma co ukrywać. To broń sportowa, celujemy pod cel - koniec, kropka. Nie wiem co mnie podkusiło żeby w ogóle myśleć że jest inaczej.
Trzeba to jasno powiedzieć, ten egzamin jest trudny. Możliwy do zdania, ale cholernie trudny. Teoria jak teoria, ale część praktyczna na strzelnicy przy tak drobiazgowym podejściu komisji... No cóż.
Ja wiem, że byłem rzetelnie przygotowany. Oprócz tego błędu przy Margolinie nie mam sobie nic do zarzucenia. Inną sprawą jest to, że wyniku z kbksu na 90% bym nie zrobił. Tarcza TS-1, kwadrat o boku 17 czy 20 cm z 50m... No nie, aż tak dobrze to ja jeszcze nie umiem strzelać.
Zrezygnuję z bocznego zapłonu i podejdę do poprawki. Tę ścieżkę już raz przeszedłem i wiem czego się spodziewać. Gdybym mógł zacząć wszystko od nowa, poszedłbym drogą sportową, to pewne. Przy obecnym kształcie rozporządzenia ws. egzaminu robienie pełnej kolekcjonerki jest bezsensowne - chodzi głównie o wyśrubowane wymagania z bz.

Co do ilości zdających to napisałem:
Teoria 11 osób (3 kolekcjonerów, 8 na dopuszczenie), zdało 4 osoby (kolekcjonerzy i jeden ochroniarz).
Praktyka 4 osoby z teorii plus chyba 5 poprawkowiczów. Do strzelania z tych 9 przeszło 4, zdał tylko jeden - ten ochroniarz który zaliczył tego samego dnia teorię.
Koniec

Takiego egzaminu nie można nazwać łatwym, ani nawet zdawalnym dla większości ludzi. Jest on celowo nastawiony na uwalanie jak największej ilości osób stosując zarówno złożoność prawa, bardzo wysokie wymagania dotyczące strzelania z nieswojej i nieprzestrzelonej broni oraz zwykłe podstępy, jak przemieszane naboje (w stresie 9x18 i 9x19 mogą się pomylić). Przeprowadzanie takich egzaminów przez poważną instytucję jaką jest Policja nie przynosi im chwały, a raczej wstyd. Źle świadczy o egzaminujących, źle świadczy o podejściu do egzaminowanych oraz fatalnie świadczy o polskim podejściu do nauki i sprawdzania wiedzy.

Osoba, która chce zacząć zbierać broń, już zanim zacznie musi być (wg WPA) ekspertem w jej obsłudze, świetnie strzelać oraz mieć szósty zmysł, żeby omijać strategiczne pułapki, złośliwie zastawione przez urzędnika.
Jestem też pewien, że sami egzaminujący nie byliby w stanie zdać tego egzaminu. To niestety typowe zachowanie -- "kocić" świeżaków, dawać tak wyśrubowane wymagania że samemu nie jest się w stanie ich spełnić i nie przejmować się hipokryzją, którą każdy widzi.

Jeśl, któryś z egzaminujących z WPA Wrocław chciałby udowodnić, że się mylę, zapraszam do kontaktu. Jeśli zaliczy, wpłacę 1000 zł z moich prywatnych pieniędzy na dowolnie wybrany cel charytatywny i oficjalnie przeproszę. Egzamin będzie w tym samym duchu co opisany, a część praktyczna z mojej broni, której też nie wolno będzie przestrzelić przed sprawdzianem.

Autor relacji był na pewno dobrze przygotowany, miał całą wiedzę potrzebną początkującemu strzelcowi, wykazywał się dbałością o bezpieczeństwo i kompetentnie obsługiwał broń palną, wystrzeliwując dobry wynik mimo tego, że nie miał szansy nawet sprawdzić jak broń strzela. Taka osoba powinna bezwzględnie zdać egzamin.
Nie stało się tak, bo nasza Policja nie stawia sobie celów zgodnych z cywilizowanym krajem: pomaganie obywatelowi i zapewnianie nam wszystkim bezpieczeństwa, tylko zgodnych z uznaniową mentalnością milicji z czasów słusznie minionych.

Równie dobrze WPA mogłoby pytać o naważkę prochu we wszystkich nabojach, jakie może posiadać kolekcjoner, a tym farciarzom którzy przejdą przez takie sito -- dać pistolet, który celowo jest nakierowany 20 cm w lewo. Nawet jak "petent" zda teorię, to i tak uwalą go na praktyce, bo nie ma możliwości przestrzelić broni, żeby sprawdzić jak jest ustawiona.

Jeśli ktoś jeszcze chce po czymś takim iść na egzamin do WPA, powinien naprawdę zwiększyć ilość treningów i wkuwania głupot. Być może uda się zdać. Choć zdawalność na poziomie 6.25% dyskwalifikuje tę drogę dla zwykłych ludzi.

I jeszcze ciekawostka: na tym egzaminie było 5 osób poprawiających oblany wcześniej pierwszy termin. Wszyscy oni oblali też drugi termin. Zatem zapłacili 1150 zł za pierwszy, 575 zł za drugi i jakieś 400 zł za badania lekarskie, które zdążyły w międzyczasie stracić ważność. Cały proces zatem kosztował ich ponad 2100 zł i nie mają z tego nic, poza świadomością co trzeba poprawić w polskiej Policji.
Zachęcam ich do wstąpienia do klubu sportowego i przejścia drogi sport + sport do celów kolekcjonerskich. Szybciej, łatwiej, przyjemniej i choć na chwilę człowiek zapomina, jakie instytucje dalej funkcjonują w naszym kraju.

Mi jest tylko szkoda Policjantów pracujących w takim toksycznym środowisku. Jeśli organizacja, która (tylko teoretycznie, jak dobrze wiemy) istnieje, żeby pomagać i bronić tak traktuje praworządnych, dorosłych, zdrowych psychicznie i kompetentnych obywateli, to niewiele lepiej traktują swoich pracowników. Nie wyobrażam sobie mieć takich przełożonych czy współpracowników.


TForum >> Ogłoszenia >> Jak trudny jest egzamin przeprowadzany przez Policję?

^^